Jestem Mamą

Z pamiętnika mamuśki, czyli „mam tak samo jak Ty”

Przed ciążą, a potem kiedy już nosiłam Księciunia pod serduchem, wyobrażałam sobie, że będzie słodkim bobaskiem, któremu będę codziennie całować małe stópki, chodzić na spacery, będąc przy tym oazą spokoju gaworzącą razem z synem. Później jednak Księciunio się urodził, a ja zostałam przez Niego mocno sprowadzona na ziemię. Owszem, słodki to on był i jest, zwłaszcza kiedy śpi 😉
Zanim zostałam mamą wiele razy w swoim dotychczasowym życiu miałam do czynienia z małymi dziećmi. Miałam również epizod jako niania dwóch chłopców. Ale chyba trafiły mi się wyjątkowo bezproblemowe egzemplarze, bo wspominam tą krótką przygodę bardzo miło i sympatycznie. Na tyle, że nadal marzyłam o własnym dziecku i wiedziałam, że kiedyś będę je miała. Jednak jak to mówią, opieka nad obcym dzieckiem parę godzin czy odwiedziny u malucha to zupełnie inna bajka niż własne dziecko. Święta prawda!
Pojawienie się na świecie Syna wywróciło nasz świat do góry nogami pod wieloma względami. Jak już wielokrotnie pisałam, okazał się dość wymagającym dzieckiem. Przede wszystkim mało śpiącym i potrzebującym naszej uwagi praktycznie cały czas. Do tej pory, choć ma już 2 lata, rzadko sam się czymś zabawi i zajmie sobą. Jako rodziców powinno nas cieszyć, że nasze dziecko tak bardzo nas kocha, że potrzebuje nas non stop, ale mimo wszystko bywa to męczące, zwłaszcza kiedy mamy coś zaplanowane lub chcemy coś zrobić w domu. Małżonek powtarzał jak mantrę „co za dziecko” przytaczając przykłady innych dzieci, które widywał od czasu do czasu i były wówczas przykładem dzieci idealnych, a ja kiwając głową, rozmawiałam
z koleżankami mającymi dzieci w podobnym wieku i pocieszałam się, że nie jestem jedyną mamą wymagającego dziecka. Nagle się okazało, że nie tylko mój syn źle sypia albo śpi z nami w łóżku. Nie tylko on grymasi przy jedzeniu, drze się kiedy trzeba iść z placu zabaw albo buntuje kiedy jest pora kąpieli. Nie tylko on ma dni, że nie lubi się ubierać, nie chce usiąść na nocniku albo w szaleńczym amoku bije nas po twarzy. Nie tylko on najlepiej zakodował sobie słowo „nie” wykorzystując je
w każdym możliwym kontekście. Nie tylko on ma swoje „jazdy”, dziwne „fazy” i zachcianki, od których włosy stają dęba. Nie tylko on nie słucha i ma swoje pomysły (niekoniecznie dobre). Mogłabym tak wymieniać długo, ale zapewne większość rodziców wie co mam na myśli 😉 Dzięki tym wszystkim rozmowom uświadomiłam sobie, że nie jestem jedynym rodzicem na świecie biegającym za dzieckiem po placu zabaw czy próbującym (z różnym skutkiem ekhm) przekonać je do wyjścia z placu zabaw i pójścia do domu.
Bardzo długo spinałam się tą sytuacją. Ot choćby na tapetę weźmy codzienne drzemki. W swojej naiwności myślałam, że moje dziecko kiedy przyjdzie pora codziennej drzemki, weźmie swojego ukochanego pluszaka pod pachę (swoją drogą nawet takiego nie posiada; ku mojej rozpaczy, bo kupiłam mu śliczną, niebieską sowę, a on używa jej co najwyżej jako poduszki, a czasem wyrzuca ją ze swojego łóżeczka…), pomacha mi rączką i pójdzie spać. Plask! W tym momencie się budzę z tego pięknego snu 😉 Mój Syn od początku należał do dzieci zasypiających na rękach, a my do rodziców kombinujących jak Go odłożyć do łóżeczka. Później było nieco lepiej, bo zasypiał w wózku, co było o tyle wygodne, że w każdej chwili mogłam Go „bujnąć”. Do dzisiaj, mimo że dzienne drzemki zdarzają się coraz rzadziej bywa, że zasypia właśnie w wózku, do którego sam bez protestu wchodzi. Każdy ma jakiś sposób na swoje dziecko. Niektórzy jeżdżą autem w porze drzemki, byle tylko Młode się kimnęło,
a inni wożą w aucie nocnik, bo dziecko nigdzie indziej poza domem się nie załatwi jak do swojego, prywatnego nocnika.
Bo wiecie, mimo wszystko, ja nie wierzę w bezproblemowe dzieci i w rodziców, którzy są chodzącymi oazami spokoju tiutjającymi do swoich dzieci dzień w dzień.
Oczywiście, że mój Syn jest słodki i kochany, a ja kocham Go nad życie i uważam za najwspanialszego na świecie, ale równie dobrze jak potrafi zrobić maślane oczy ociekające lukrem potrafi również zagryźć zęby z wściekłości, a mnie doprowadzić do pasji swoim wybuchem „nie wiadomo dlaczego”. A ja w takich momentach mam ochotę wyjść z siebie, albo najlepiej z domu trzaskając drzwiami. Są to oczywiście chwilowe kryzysy, które tak samo jak szybko się pojawiają, znikają, ale są obecne
w życiu każdego rodzica i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.
Mam tak samo jak ta mama mieszkająca w bloku obok, która parę dni temu wywlekała drące się dziecko z placu zabaw, bo chciała ugotować obiad. I podobnie jak ta z osiedla obok, która 5 razy w ciągu minuty powtarzała dziecku, że nie wolno sypać piaskiem. Mam identycznie jak mama nieco młodszego chłopca, który wcale nie chciał zejść z huśtawki ustępując miejsca mojemu dziecku.
Staram się być najlepszą mamą dla mojego Syna jaką może mieć. Czasem sobie myślę, że mógł trafić lepiej i mam wyrzuty sumienia, że się złoszczę i szybko tracę cierpliwość (choć osobiście uważam, że pod tym względem wiele się zmieniło na plus), ale potem przytulam Go mocno i tiutjam do Niego wlewając wszystkie pokłady najgłębszych uczuć, aby widział, że jest dla mnie wszystkim.

20 thoughts on “Z pamiętnika mamuśki, czyli „mam tak samo jak Ty”

  1. Z naszym synkiem też mieliśmy jazdy. Budził się kilkanaście razy w ciągu nocy! Ja w dzień chodziłam jak zombiak. Niewyspana, z podkrążonymi oczami. Ratowała mnie tylko kawa. Młody zaczął przesypiać noce dopiero gdy skończył 2,5 roku!!! Jazdy autem to też była katorga: darł się w niebo głosy, próbował wydostać z nosidełka. Na szczęście „wyrósł” z tego. Przesypia całe noce, a jeżdżenie z tatą w aucie uwielbia (mąż jest kierowcą). Spodziewamy się drugiego maluszka. Ma przyjść na świat pod koniec sierpnia i trochę się obawiam jak to będzie…Mam nadzieję, że powtórki z rozrywki nie będzie 😉

  2. Dobrze wiem o czym piszesz, obecnie jestem mamą 20 dniowego bobaska, szybko się zapomina to poświecenie jakie dajemy maleństwu, ale jedno wiem na pewno WARTO!!! CHOC SŁONKO NA DWORZU, PLAŻA KUSI, ZNAJOMI ZAPRASZAJĄ, MY ZOSTAJEMY W DOMU SAM NA SAM Z CUDOWNYM BOBASKIEM, WŚRÓD PIELUSZEK I CIUSZKÓW. Agnieszka Ciemińska

  3. Wiesz co, Rozala byla w zasadzie takim malo problemowym dzieckiem. Miala jedynie epizody gryzienia w okolicy 2 urodzin. Bo to, ze spala zawsze na mnie jakos mi nie przeszkadzalo, ani nie bylo problemem. Za to Florka, ta to potrafi nadrobić za siostrę, choć jak czasem słucham opowieści to i tak nie ma tragedii. Osobiście najbardziej nie lubie kiedy zaczyna się nudzić, wtedy leży i jęczy, nie płacze, jęczy i zawodzi – to jest okropne! A najczesciej zdarza sie w samochodzie, bo niestety pory drzemek nie zgrywaja sie z zawozeniem i odbieraniem Rozi z przedszkola….

  4. Ja pracowałam w żłobku i już wtedy bywały momenty, że miałam dość dzieci, więc myślę, że byłam w miarę przygotowana i miałam w miarę realistyczny obraz zachowania dzieci. Co prawda nieco wypierałam fakty. Chociażby bunt 2-latka. W żłobku były dzieci, które wtedy biły, rzucały się na podłogę. mnie się wydawało, że to na pewno zależy od wychowania i moje dziecko na pewno tak nie będzie robić. Cóż, zdarza się.
    PS. Ja nie karzę ani nie proszę córki, by komuś ustąpiła miejsca na huśtawce. Jeśli na niej usiadła to ma prawo się huśtać. Tak jak i nie proszę nikogo, by zrobił miejsce mojemu dziecku. Jeśli huśtawka jest zajęta to proponuje jej ślizgawkę.

  5. Ojjj, ja zdecydowanie też nie wierzę w bezproblemowe dzieci, bo każde ma „coś”. Zanim urodziłam córkę także snułam wiele planów, które później okazały się bajkami. Fakt, moja córka nie była szczególnie problemowa, ale jest coś co mi szczególnie utkwiło w pamięci, a mianowicie histeria…. Kiedyś, kiedy nie posiadałam własnego dziecka uważałam, że to zwyczajnie niegrzeczne dziecko, dopiero potem zorientowałam się, że nie tylko ja borykam się z tą „przypadłością”. Korzystałam z metod „Super niani” i jakoś dałam radę :). Dziś córka ma 11 lat i nie narzekam, ale obawiam się, że to może być cisza przed burzą, bo za pasem wiek nastoletni. ale co będzie to będzie, mam tylko nadzieję, że będę na to gotowa. Pozdrawiam Magda

  6. Też tak mam złoszczę się czasem krzykne na dziecko. W końcu jestem tylko człowiek i mam gorsze chwile. Jednak kocham je najbardziej na świecie

  7. Nie ma dzieci bezproblemowych, każde dziecko ma lepsze i gorsze dni. Każdy rodzic mógłby wymienić, kiedy jego dziecko doprowadza go do pasji. Choć kocham syna nad życie, czasem mam ochotę wysłać go w kosmos, ale nikt mi nie wierzy, bo w gościach to takie cudowne dziecko 🙂

  8. Mamy dokładnie tak samo. 🙂 I super, że coraz więcej mam o tym piszę, nie ukrywa prawdy, jak to jest idealnie i różowo. Sama ostatnio pisałam na podobny temat u siebie. Ja mam dwie córki, młodsza ma 14 miesięcy i zaczyna piszczeć i krzyczeć ostatnio coraz częściej, np gdy czegoś zabraniam 😉

  9. świetny tekst, bardzo prawdziwy. Prawda jakie to zaskakujące że nie jest się „wyjątkiem” wśród mam, bo reszta ma insta-macierzyństwo, a tylko mnie się zdarzają „wpadki”. 😀
    Bardzo mi się podoba zakończenie – tulenie, ale wcześniej też świadomość tego, że się samemu ma różne emocje, z którymi się pracuje. pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

  10. Ja mam dwóch synków w wieku(2,5 lat oraz drugi 14 miesięcy) i w dzień jestem pełna nerwów, bo jak się nie biją to malują ściany, a jak nie malują to krzyczą w niebo głosy i tak w kółko, więc nie ma idealnych dzieci takie są tylko w reklamach. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *