Jestem Mamą

Z pamiętnika mamuśki, czyli jak 2,5 roku przeleciało mi przez palce…

Teraz smacznie śpi i aż żal mi go budzić, ale nie mam wyjścia. Przestaje zachowywać się cicho i krzątam się po mieszkaniu bez wyrzutów sumienia, tym bardziej, że jeszcze parę godzin temu to on budził nas w środku nocy. Nerwowo zerkam na zegarek i postanawiam przerwać tą sielankę. Przeciąga się, a ja tylko czekam z jakim humorkiem przyjdzie mi się zderzyć. Na szczęście tym razem obywa się bez większego sprzeciwu. Poranny rytuał idzie w ruch, a ja odliczam minuty do wyjścia z domu. W przedszkolu pani wita nas radosnym „dzień dobry”, Młody obraca się na pięcie i czym prędzej idzie do sali w pośpiechu machając mi ręką i mówiąc „papa”.

Jadąc do pracy wracam wspomnieniami do dnia kiedy zobaczyłam na teście 2 kreski. Do chwili kiedy pierwszy raz usłyszałam bicie jego malutkiego serduszka na USG. Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy dowiedzieliśmy się, że będziemy mieć synka. W sumie od samego początku to czułam, więc lekarz wcale nie musiał mnie uświadamiać 😉 Uśmiecham się mimowolnie na myśl o drodze do szpitala o 4 nad ranem, kiedy już zaczęły odchodzić mi wody. Pamiętam swój spokój i opanowanie (w przeciwieństwie do małżonka, który doskonale znając drogę do szpitala i tak źle skręcił 😛 ). Nie pamiętam już za to bólu, tylko głośny płacz i ciepłe ciałko, które położna położyła mi na brzuchu, a ja nie mogłam opanować łez wzruszenia licząc paluszki.

Wiedziałam, że nasze życie diametralnie się zmieni wraz z przyjściem na świat synka, ale nie sądziłam, że wywróci je do góry nogami do tego stopnia. Księciunio od samego początku należał do wymagających dzieci. Nasza mleczna droga nie była usłana różami, spał niewiele (nadal zresztą budzi się w nocy….), a ja przepłaciłam to problemami zdrowotnymi. Przynosi nam mnóstwo radości i wywołuje uśmiech na twarzach. Codziennie daje nam powody do dumy. Zaskakuje swoją samodzielnością i bystrością. Ale dostarcza również zmartwień i trosk, które czasem trudno jest nam przeskoczyć mimo usilnych starań. Nie byłby też sobą, gdyby nie doprowadzał nas do szału i żebyśmy nie mieli ochoty wystrzelić go w kosmos (w jedną stronę of course 😉). Zaryzykuje nawet twierdzenie, że tylko dziecko jest w stanie wywołać w jednym momencie tak skrajnie różne emocje i uczucia.

Każdego dnia uczy się czegoś nowego. Kształtuje się jego charakter i zachowania w danych sytuacjach. Nie daje sobie w kasze dmuchać, ale jednocześnie jest nieśmiały w stosunku do nowo poznanych osób i dawno nie widzianych, po czym szybko się rozkręca ukazując swoje różne oblicza. Potrafi być nieprzewidywalny. Bywa niecierpliwy i szybko się denerwuje, a my staramy się go motywować do podejmowania kolejnych prób, bo wiemy ile satysfakcji przynosi mu w końcu ta udana. Jest uparty i cwany, a sprytem zadziwia nie tylko nas. Bywa nieznośny i krnąbrny, a jego urok ulatnia się wówczas jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Chociaż i w tym szaleństwie jest metoda 😉 Rozmiękcza nasze serca, żeby za chwilę doprowadzić nas do furii.

Te 2,5 roku minęło jak jeden dzień. Bartolini z niemowlaka stał się poważnym gościem, z którego zdaniem musimy się liczyć. To prawda, że kiedy na świecie pojawia się dziecko czas płynie zupełnie inaczej i rządzi się swoimi prawami. W miejsce planowania, którego zawsze byłam fanką, pojawiła się spontaniczność.

Nieśpiesznym krokiem idę do przedszkola. Przekraczam jego próg, żeby po chwili usłyszeć radosne tuptanie i głośne „mamunia!” Uśmiecham się i wspólnym krokiem wracamy do domu, podczas której Młodemu buzia się nie zamyka od nadmiaru przedszkolnych opowieści.

14 thoughts on “Z pamiętnika mamuśki, czyli jak 2,5 roku przeleciało mi przez palce…

  1. Och! Jak miło to czytać. Myślę, że dużo mam się pod tym podpisze. Mój synek ma własnie 19 miesięcy i podobne mam wspomnienia z minionego czasu. Te skrajne emocje jednocześnie. Ogromnie jestem wdzięczna, że jest z nami. Tyle mnie nauczyła ta (nie)mała istotka 🙂

    Pięknie to napisałaś!
    Mam nadzieję, że wasz Bartolini kiedyś to przeczyta 😉

  2. mam dwójkę dzieci, synka i córkę. Syn jest już w wieku szkolnym, córka ma 1,5 roku. pamiętam początki i pierwsze chwile z obojgiem, nie mogę wyjść z podziwu kiedy te moje dzieci tak rosną. dają popalić i znam dobrze te pobudki, ciężkie chwile. np dziś nie spałam pół nocy. jeszcze kiedyś będziemy z tęknotą wracać do czasów gdy nasze dzieci były bobasami 🙂 czas za szybko leci

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *