Jestem Mamą

Przedszkole wcale nie takie straszne

Okres rekrutacyjny do przedszkoli i szkół właśnie trwa. W większości miast już się zakończył, a wyniki zostały ogłoszone. W moim mieście wyniki zostaną podane do wiadomości dopiero 12 kwietnia. Księciunio już od połowy sierpnia chodzi do przedszkola (prywatnego). Zapisaliśmy go jako niespełna 2,5 latka z racji podjęcia przeze mnie pracy. Nie próbowaliśmy nawet brać udziału w rekrutacji do przedszkola prywatnego, gdyż Młody w okresie rekrutacyjnym nie spełniał podstawowych kryteriów do przyjęcia. Czy żałuję, że tak szybko posłaliśmy syna do przedszkola? Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie! Księciunio jest żywym i rezolutnym chłopcem, którego wszędzie pełno. Lubi bawić się z dziećmi i przebywać w ich towarzystwie, chociaż bywa też nieznośny i wtedy trzeba mu zwrócić uwagę. Pomyśleliśmy, że wśród innych dzieci będzie się czuł jak ryba w wodzie i żadne nasze kreatywne wygibasy nie zapewnią mu tylu atrakcji i rozrywki co panie w przedszkolu. Poza tym nie oszukujmy się. Nawet mama siedząca z dzieckiem w domu, ma tyle innych obowiązków, że zwyczajnie nie ma czasem siły na wymyślanie coraz to nowych zabaw, bo przecież dzieci tak szybko się nudzą…Poza tym moje dziecko lubi bawić się z innymi. Rzadko zajmie się zabawą sam, a ja, czego nie będę ukrywać, nie zawsze mam ochotę bawić się z nim. Owszem, chwile w domu z mamą są niezastąpione, ale ja nie czuję wyrzutów sumienia, że nie zostałam z synem w domu dłużej. Chciałam już iść do pracy, a że nadarzyła się świetna okazja, to żal było z niej nie skorzystać. Myślę, że gdybym podjęła inną decyzje nie wyszłaby ona na dobre ani mnie ani Młodemu. Dlaczego wybraliśmy przedszkole prywatne? Tak jak wspominałam w okresie rozpoczęcia rekrutacji do przedszkoli publicznych syn był jeszcze za mały. Poza tym i tak ją przegapiliśmy i nawet do żłobka nie mogliśmy spróbować go zapisać. Pechowo! Dlatego nie pozostało nam nic innego jak placówka prywatna. Wybór w naszym mieście jest dosyć spory, ceny zróżnicowane, a opinie jak wszędzie – różne. Trochę drogą pantoflową, trochę szukając w sieci postawiliśmy na przedszkole oddalone nieco od domu, ale po drodze do naszej pracy, więc nie stanowiło to dla nas problemu. Pierwszego dnia, zanim dopełniliśmy wszystkich formalności syn zdążył „poznać” się z panią i bez problemu poszedł z nią na salę. Drugiego dnia formalności już nie było, dzieć odstawiony szybko, więc nastąpił mały kryzys i płacz. Ale wiedziałam, że jest w dobrych rękach i po wyjściu z przedszkola niebawem dostałam mms ze zdjęciem syna szalejącym już wśród zabawek. Ufff. Z każdym kolejnym dniem było coraz lepiej, a my codziennie obserwujemy ile dobrego wniosło przedszkole i jak pozytywnie wpłynęło na naszego syna. Uczy się samodzielności, dzielenia z innymi, szacunku czy kreatywnego spędzania czasu. Oczywiście to nie oznacza, że tego samego nie uczymy go w domu na przedszkole zganiając „dobre wychowanie”. Ale przebywając wśród rówieśników dziecko zachowuję się zupełnie inaczej. Równie dobrze może sobie wyrobić złe nawyki, ale nasza w tym głowa, aby w takiej sytuacji odpowiednio zareagować. Codziennie zaskakuje nas znajomością nowych piosenek czy zasypuję ciekawymi historiami, a odkąd chodzi do przedszkola język mu się rozwiązał aż nadto 😛 Mimo, że jesteśmy zadowoleni z aktualnego przedszkola postanowiliśmy wziąć udział w rekrutacji do placówki publicznej bliżej domu z równie dobrą opinią. W tym roku syn spełnia już niezbędne kryteria do przyjęcia, więc z niecierpliwością czekamy na wyniki. Poza tym istnieje duże prawdopodobieństwo, że dzieci, z którymi będzie w grupie, spotka później w szkole, co z pewnością ułatwi mu zaklimatyzowanie się w kolejnym nowym dla niego miejscu.
Z niepokojem u wielu rodziców wciąż obserwuję awersję do przedszkoli. Szczerze mówiąc nie wiem skąd ona się bierze. Być może z własnych, niezbyt przyjemnych doświadczeń przedszkolnych? Oczywiście zdarzają się różne wychowawczynie, a nie każda ma dobre podejście do dzieci, ale osobiście rzadko o takich słyszę. Wręcz przeciwnie. Niektórzy rodzice uważają również, że dopóki dziecko „nie musi” nie będzie chodziło do przedszkola. Tymczasem uważam, że przedszkola nie powinno się traktować jako musu, ale jako miejsce, gdzie dziecko fajnie spędza czas w grupie, dodatkowo ucząc się wielu nowych, ciekawych rzeczy. 
Żadna, nawet najbardziej kreatywna mama spędzająca z dzieckiem 24 godziny na dobę w domu nie zapewni dziecku takiej porcji rozrywki i kreatywnych zajęć, jak przedszkole. A przede wszystkim nie zastąpi mu nowych znajomości. Dziecko potrzebuje towarzystwa rówieśników. Potrzebuje przestrzeni, również tej bez mamy i taty. A przede wszystkim potrzebuję zaufania rodziców, że także bez nich potrafi sobie radzić w towarzystwie innych.

7 thoughts on “Przedszkole wcale nie takie straszne

  1. Moja mała chodzi do żłobka odkąd skończyła niespełna rok, po prostu musiałam wrócić do pracy. Wolałabym, żeby była tam krócej, ale życie jest jakie jest. Ważne, że ona uwielbia tam być. A ile mądrości stamtąd przynosi to już nie wspomnę 😁

  2. U nas Każde z dzieci poszło do przedszkola w innym wieku, córka w wieku 3 lat – bez problemu została w grupie. Syn poszedł w wieku 4 lat, bo dużo chorował, bo urodził się w grudniu. Ale dziś wiem że to był błąd, bo dla niego przedszkole to dalej trudny temat :/

  3. Nasze dziecko chodziło do żłobka, potem poszło do przedszkola i uważam, że ani jedno, ani drugie jej nie zaszkodziło. Wręcz przeciwnie, przyczyniło się do jej rozwoju.

  4. Mój synek chodzi pierwszy rok do przedszkola i jest super! Jedyny minus jaki widzę to ten, że często choruje. Niestety, rodzice przyprowadzają chore dzieci.
    Z adaptacją nie było u nas problemu. Lubi chodzić do przedszkola i bardzo lubi panie. Jestem o niego spokojna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *