Jestem Mamą

Jesteś mamą? Przestań planować

Zanim zaszłam w ciąże lubiłam być dobrze zorganizowana. Planowałam i sporządzonego planu starałam się trzymać, a kiedy jakiś punkt nie został odhaczony, albo ktoś lub coś mi go zaburzył, źle się z tym czułam. Dlatego nie przepadałam za niezapowiedzianymi wizytami czy spontanicznymi wyjściami (które jeśli się zdarzały, z reguły okazywały się najfajniejsze, co potrafiłam później przyznać).  Ułożony i przemyślany pod każdym kątem (logistycznym, strategicznym czy funkcjonalnym) plan pozwalał mi spokojnie spać i zacząć nowy dzień z uśmiechem na ustach. Pewnie niejedno z was pomyśli sobie w tym miejscu, że jestem strasznie nudną wariatką. Śpieszę z wyjaśnieniem. Nie brak mi spontaniczności i wiele sytuacji w moim życiu w jej wyniku miało miejsce, ale po prostu lubię/łam kiedy wiem co, gdzie, jak i po co. Jestem fanką detali i szczegółów. Uważam, że ułatwiają życie. Przynajmniej moje, a nikomu krzywdy nie robią. Ale życie i złośliwość rzeczy martwych potrafią czasem namieszać, co nie znaczy, że w takiej sytuacji walę głową w ścianę, bo mój plan legł w gruzach. Liczę się z tym i wówczas przyjmuje rzeczy takimi jakimi są. Plan zawsze można zweryfikować.

Mając dziecko sytuacja się nieco komplikuję. To ono zaczyna wyznaczać twój plan dnia i nocy. Do niego i jego potrzeb wszystko dostosowujesz. A dziecko, jak to dziecko nie zawsze chce współpracować. Nigdy nie wiesz w jakim nastroju się obudzi i jaki będzie miało dzień, kiedy zaśnie i czy na spacerze nie będzie wrzeszczeć w niebogłosy z ogólnego niezadowolenia, a ty będziesz musiała pędzić do domu z wyjącą syreną. Nie przewidzisz czy właśnie dzisiaj kiedy z fotela straszy cię sterta prania do prasowania, twój dzieć postanowi być marudny i płaczliwy uwieszony na twoich rękach. Po dziecku nigdy nie wiesz czego się spodziewać. Chyba nikt nie potrafi tak zaskakiwać. Bywa, że prześpi cały boży dzień budząc się tylko na karmienie i zmianę pieluchy, a są dni kiedy spanie to ostatnia rzecz o jakiej myśli mimo, że słania się na rękach i ziewa jak smok.

Wiesz, mówiąc „plany” mam na myśli drobne rzeczy, które każdej kobiecie i mamie ułatwiają życie takie jak zakupy, pójście na pocztę czy na spacer. Jakże często to nie tylko potrzeba, a chęć wyjścia z domu ten plan dyktują. Ile z was zapewne zna z autopsji taką oto sytuację. Wstajesz rano i witają cię pierwsze promienie słońca. Myślisz sobie „idealna pogoda na spacer, ogarnę młodego/ą i pójdziemy.” Super, że ty wstałaś w dobrym nastroju, ale twoje dziecko już niekoniecznie. Marudzeniem i płaczem skutecznie odbiera ci ochotę na wyjście z domu. No bo komu by się chciało pchać takiego wyjca? Ani to przyjemność, ani relaks. Mówią „na dworze dzieci super śpią i są spokojne.” Chyba twoje. Zazdro. Moje nie zawsze. Ale żebym nie wyszła na ciągle narzekającą na swoje dziecko matkę, mój panicz też potrafi być grzeczniutki, spokojny i do rany przyłóż, ale miałam już okazję się przekonać, że spacer niespecjalnie mu się podoba kiedy ma po prostu zły dzień i foch na wszystko. Druga sytuacja. Dzieć ma wyjątkową ochotę wiszenia ci na cycu all the time, akurat wtedy kiedy ty zaplanowałaś, że pójdziesz do pobliskiej galerii na szybkie zakupy. Cycków w domu nie zostawisz, więc tłuczesz seriale albo czytasz książkę zalegając na kanapie z cyckami na wierzchu tylko je zmieniając.

Kiedy zostałam mamą, planowanie przestało spędzać mi sen z powiek i wcale nie czuje się z tym źle. Teraz ten mały człowiek dyktuje warunki i wyznacza rytm naszego życia.  Podchodzę bardziej spontanicznie do wielu spraw, co nie znaczy, że nieodpowiedzialnie. Częściej przyjmuję stan rzeczy takim jakim jest, wychodząc z założenia, że na pewno rzeczy po prostu nie mam wpływu. W tym przypadku na nastrój mojego dziecka. A przyznam, że trafił mi się wyjątkowo wymagający egzemplarz, który temperuje mój charakter każdego dnia. Przy nim planowanie praktycznie mija się z celem, bo i tak najczęściej nie udaje mi się planu zrealizować.

Teraz żyje z dnia na dzień. Bez większego planu i żółtych karteczek w głowie przed snem. Przyzwyczaiłam się, że to moje dziecko dyktuje warunki. Przynajmniej przez pierwszy rok jego życia, a mnie pozostaje się dostosować.

 

 

 

5 thoughts on “Jesteś mamą? Przestań planować

  1. Taaaa…Znamy to znamy! Choć napisałaś prawdziwie, że planowanie trzeba odłożyć na mniej więcej rok:) Potem bez planowania ani rusz. Ja planuję zakupy, sprzątanie, wyjazdy, pracę, życie towarzyskie, bo bez tego zginęłabym marnie:P

  2. Prawda, a im bardzie zależy nam żeby drzemka była taka jak zawsze, żeby szybko zjadło, miało dobry dzień – tym gorzej to wychodzi. 😛 Trzeba wrzucić na luz, odpuścić żeby nie zwariować 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *