Jestem Mamą

5 cech, których mam nadzieję nie odziedziczy po mnie Syn

Nie ma ludzi idealnych z czego osobiście bardzo się cieszę. Jakże byłoby nudno, gdybyśmy wszyscy byli piękni, szczupli i bogaci. Każdy jest inny, a to sprawia, że świat jest różnorodny, a my nie nudzimy się w swoim towarzystwie. Dzisiaj postanowiłam podzielić się z wami moimi cechami charakteru (oczywiście nie wszystkimi), których mam nadzieję! nie wyssie z mlekiem mym, Syn. Tym samym obnażam swoje słabości…ale wiecie co, to sprawia, że jestem ”jakaś”, a nie nijaka.

1# Naiwność.

Cecha wrodzona. Od dzieciństwa towarzyszy mi niczym kula u nogi. Dzieciaki z podwórka nie raz potrafiły mnie nieźle wrobić, a ja wierzyłam we wszystko co mi mówili. Nie będę w tym miejscu przytaczać kompromitujących mnie epizodów z mojego życia, ale wierzcie mi, naiwnie wierzyłam każdemu wychodząc z założenia, że wszyscy są dobrzy i nie chcą dla mnie źle. Równie naiwnie wierzyłam, że świat jest tylko piękny i dobry. Tymczasem przez tą moją naiwność leciałam z gilami do domu wypłakać się na matczynym kolanie i mocno przeżywałam niesprawiedliwość tego padołu. Na szczęście praca nad sobą przyniosła efekty, a doświadczenie z dzieciństwa i lat młodzieńczych zrobiły swoje i z biegiem lat, stałam się mniej naiwna.

Mam nadzieję, że mój Syn nie będzie dawał się robić w balona i z nieco większym dystansem niż Jego rodzicielka, będzie podchodził do tego, co mówią i obiecują inni.

2# Niecierpliwość.

„W gorącej wodzie kąpana”. Znacie to? Ja znam i to bardzo dobrze. Jeśli o czymś pomyślę, to ma to się wydarzyć tu i teraz. Podróż do Portugali? No przecież ja chcę już, teraz, natychmiast! Lody z Maca? Jeszcze ich tu nie ma? Ale jak to? Od rana jestem na diecie, a wieczorem waga ani drgnęła? No ile można czekać na efekty moich wyrzeczeń? Walczę z tym codziennie. Nierówna to walka, ale się staram. I już widzę, że mój dzieć to jeszcze nie chodząca, ale wierzgająca niecierpliwość. Jak cycek to już, teraz, natychmiast, jak na ręce, to w tym momencie mnie bierz, a nie że pójdziesz siku. Jak mogę tego nie rozumieć?

Pocieszam się, że większość niemowlaków tak ma i liczę, że synowi to przejdzie, bo inaczej biada mu! I ciężkie życie.

3# Pedantyzm.

Tak. Układam bieliznę kolorystycznie i składam w kostkę. Koszulki dzielę wg długości rękawów. Nie wyobrażam sobie wstać rano i włożyć na dupsko byle jakie gacie, które akurat wpadną mi w ręce. Serio tak można? A kiedy widzę, że ramka ze zdjęciem na komodzie stoi nie tak jak powinna, wstaję i poprawiam. Lubię życie w porządku i raczej nie należę do bałaganiar. Możecie pomyśleć, że źle ze mną, ale zapewniam was są gorsze przypadki, nieuleczalne na dodatek. Natomiast mnie małżeństwo, a teraz macierzyństwo skubie z tego pedantyzmu codziennie. Zresztą uważam, że kobietom można tą cechę wybaczyć, dlatego mam nadzieję, że Młody nie będzie pedancikiem, ale również nie wyrośnie z Niego bałaganiarz i nie będę musiała zbierać po nim brudnych skarpet. Liczę, że sam trafi z nimi do kosza na pranie. Chciałabym, aby znalazł złoty środek, który ułatwi jemu i mojej przyszłej synowej życie 🙂

4# Powściągliwość.

Nigdy nie należałam do osób, które wylewnie okazują swoje uczucia i rzucają w ludzi potokiem słów naznaczonych emocjami różnego rodzaju. Nie wiem czy taka moja natura czy wynika to z tego, że w domu nie za bardzo o emocjach się mówiło. W efekcie kiedy przychodziło co do czego, paliłam buraka, dukając przy tym trzy po trzy i stękając niemiłosiernie. Jako osoba dorosła staram się to zmienić, czego dowodem jest również ten blog. Chciałabym, aby Syn umiał i chciał mówić o swoich uczuciach, jakiekolwiek by one nie były. Z pewnością ułatwi mu to dorosłe życie i relacje z innymi ludźmi. Osobiście ma ode mnie zielone światło w tej kwestii.

5# Nerwowość.

Strasznie nerwowa ze mnie osoba. Małe rzeczy potrafią wyprowadzić mnie z równowagi i te, na które nie mam wpływu. Niepotrzebnie się pienię doprowadzając do pasji bliskich mi ludzi i tworząc kwaśną atmosferę wokół siebie. Następstwem moich wybuchów często bywają kłótnie, których przecież wcale nie chcę. Niestety już w okresie noworodkowym zauważyłam u Syna tą niepokojącą cechę, ale składam to na karb Jego dziecięcej natury i liczę (nie naiwnie), że z tego wyrośnie.

Zapewne znalazłabym w sobie jeszcze inne cechy, które w mniejszym lub większym stopniu utrudniają mi życie, ale nie jestem aż taką ekshibicjonistką emocjonalną, aby je tutaj wywlekać. Powyższe są najważniejsze, które mam nadzieję, nie będą charakteryzowały mojego Syna.

 

 

 

 

4 thoughts on “5 cech, których mam nadzieję nie odziedziczy po mnie Syn

  1. Świetny wpis! Widzę niektóre podobne cechy do moich, też nie jestem wylewna jeśli chodzi o uczucia, łatwo mnie czymś zdenerwować, chociaż uchodzę za oazę spokoju..niecierpliwość to także moja cecha niestety, też bym chciała szybkie efekty:)

  2. Hahaha, skąd ja to znam. Też naiwnie (!!) wierzyłam, że synowie nie odziedziczą po mnie wielu mocno utrudniających życie cech. Tymczasem nie dość, że zgarnęli całą gorszą pulę genów po mnie, to jeszcze dołożyli do tego mix gorszych cech męża… 😉

    1. W takim razie to muszą być niezłe mieszanki 😀 no cóż, postaram się już w zarodku wyplewić w mym pierworodnym paskudnych cech mamy, jeśli takowe będzie przejawiał hehe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *