Jestem Kobietą, Jestem Mamą

Wrześniu…

Przyszedłeś – nawet nie wiem kiedy. Tak jakoś szybko i z przytupem. Nie da się ukryć, że jesteś zapowiedzią nowego początku, który w tym roku jest dość szczególny. Zawsze kojarzyłeś mi się z wrześniowym, jeszcze ciepłym i przyjemnym słońcem, kasztanami, żołędziami i nutką melancholii, która w tym okresie rozgaszcza się w mojej głowie na dobre wywołując miłe wspomnienia przeszłych lat. Lat szkolnych i pierwszych podrygów z nią związanych. Wciąż tak wyraźny jawi mi się w pamięci musztardowy jesienny, płaszczyk, w którym szłam na pasowanie na ucznia, a wracałam w czarnym birecie w dłoni, dumnie dzierżąc kolorowy róg obfitości. Droga do mojej pierwszej szkoły prowadziła przez wysokie kasztanowce, które wciąż tam stoją i za każdym razem kiedy mam okazję tamtędy przechodzić czuję ciepło w sercu, które wywołuję automatyczny uśmiech. Trudno uwierzyć, że minęło 25 lat od rozpoczęcia mojej szkolnej przygody, która minęła tak szybko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Moja mama kiedyś mi powiedziała, że te szkolne, fajne czasy, na które tak często jako starsza uczennica narzekałam i chciałam być już dorosła, miną bardzo szybko i jeszcze będę za nimi tęsknić. Nie myliła się. Dziś tęsknie za tymi beztroskimi latami. Głową wolną od trosk i problemów, które wtedy wydawały mi się takie straszne, a dziś w porównaniu z obecnymi, wydają się nic nie znaczącymi błahostkami. Nie wiem dlaczego mi się tak spieszyło.
Niezależnie czy szłam do pierwszej klasy, drugiej, czwartej czy do Liceum (może wstyd się przyznać 😛 ) pod koniec wakacji czekałam już na nowy rok szkolny. Przeglądałam z zapałem każdą, nowo kupioną książkę do każdego przedmiotu lub dorwaną w antykwariacie, do których później wcale już tak chętnie nie chciało mi się zaglądać. Na szkolne zakupy czekałam z niecierpliwością przebierając nogami. Uwielbiałam wybierać kolorowe zeszyty, przybory szkolne, a każdą kolejną książkę „ubierałam” w okładki ze skupieniem i dokładnością godną najtrudniejszych czynności. Naprawdę czekałam na rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Na szkolne spotkania, śmiechy na przerwach i wydanie wydębionej od rodziców złotówki na batonika ze szkolnego sklepiku zrobionego ze szkolnej szafy z półkami i małej lady (w gimnazjum nawet udało mi się spełnić dziecięce marzenie i zostałam sprzedawczynią 😛 ). Szkolne akademie, przedstawienia, dyskoteki wywoływały tyle ekscytacji co dziś wyspanie się w weekend do 8 rano. Tak niewiele trzeba było do szczęścia.
Dzisiaj w pogoni za wszystkim, w ciągłym chaosie i ogarnianiu bieżących, dorosłych spraw oraz obowiązków ciężko nam znaleźć chwilę wytchnienia. A jeśli już ją znajdziemy padamy z wycieńczenia na łóżko odhaczając w głowie listę zrobionych tego dnia rzeczy i zadajemy sobie w duchu pytanie „dlaczego tylko tyle?”
Z rozrzewnieniem wspominam te czasy, kiedy wszystko wydawało się prostsze. Mamę czekającą w domu z ciepłym, pysznym obiadem, bo nie byłam dzieckiem z kluczem na szyi. Te niezapomniane chwile i momenty ‚przerwała’ dorosłość, która z każdym kolejnym rozpoczynającym się rokiem szkolnym rozgaszczała się na dobre przynosząc nowe doświadczenia i przeżycia. Równie piękne, choć czasem trudne i dość bolesne, ale przecież los nie stawia ich na naszej drodze bez przyczyny. Bo wszystko dzieję się po coś. Takie banalne, a takie prawdziwe.

Dziś to ja jestem rodzicem odpowiedzialnym za wspomnienia – mam nadzieję jak najmilsze – mojego syna. Wprawdzie ma dopiero 4 lata i zapewne kiedyś nie będzie ich tak dobrze pamiętał jak ja, ale opowiem mu, bo przecież moja w tym rola. Cieszy mnie wizja jego pójścia do szkoły, choć to jeszcze 3 lata. Ale wiem, że miną równie szybko jak pierwsze 4 lata jego życia. I chociaż prawdopodobnie nie będę miała zupełnie wpływu na wybór plecaka czy szkolnych przyborów, będę razem z nim przeżywać te wyjątkowe chwilę, które przed nami. Mam nadzieję zarazić go nową, ekscytującą przygodą jaką niewątpliwie jest szkoła i nowym etapem, który zapoczątkuję duże zmiany w jego życiu i codzienności. Jednak wtedy będę patrzeć na to bardziej z boku, gdzieś w środku przywołując własne wspomnienia, żeby potem zderzyć się z nową odsłoną szkoły, która przez lata tak bardzo się zmieniła. Już dziś mam nadzieję, że „ogarnę” elektroniczny dziennik i wszystkie szkolne sprawy.

Dziś ten wrzesień również wygląda inaczej. Wparował do nowej, covidowej rzeczywistości. Niepewnej i pełnej pytań, na które większość z nas nie zna odpowiedzi. Tegoroczny nowy rok szkolny, to już nie do końca ekscytacja, a obawa o zdrowie naszych dzieci i nasze oraz jedna wielka niewiadoma, która sieję zamęt i wprowadza chaos. Dzieci czują się zagubione, a rodzice zaniepokojeni i zdenerwowani jednocześnie. Żyjemy w czasie, w którym nie wiemy co będzie następnego dnia. Jaka zostanie podjęta decyzja, przez tych rządzących i czy ponownie wywróci ona życie wielu rodzin do góry nogami. Wkurzam się. Na to, że nie mogę wejść do sali przedszkolnej mojego syna, a rezolutna Pani Woźna ledwo pozwala przekroczyć mi próg przedszkola. Na to, że nie mogę iść na głupie zebranie, na którym dowiedziałabym się więcej niż przez szybką rozmowę telefoniczną z panią. Wkurzam się na tyle nowych formalności i nieprzygotowanie placówek, co nie jest do końca ich winą, a wyjątkowych okoliczności, na które nikt nie był przygotowany. Wkurzam się, że nie będzie pasowania na przedszkolaka, a ja nie będę mogła przetrzeć łez wzruszenia i dumy ukradkiem płynących po moich policzkach. Wkurzam się, że covid odebrał nam rodzicom i naszym dzieciom prawo do radości z nowych przeżyć.

Nie wiem jak będzie. Nikt nie wie. Chciałabym powrotu do normalności. Jak każdy. Chciałabym żyć we względnym spokoju i bez obawy czy z dnia na dzień nie zamkną znowu przedszkola wywracając nasze życie do góry nogami. Mam nadzieję, że lepsze jeszcze nadejdzie. Chyba tylko w to pozostaję nam wierzyć.

9 thoughts on “Wrześniu…

  1. Zawsze lubiłam wrzesień z pierwszymi chlodniejszymi, ale nadal słonecznymi dniami. W tym roku jestem załamana tym, co wyprawia pogoda. Mam nadzieję, że październik będzie dla nas laskawszy.

  2. Ja mam odnośnie tego wszystkiego dosyć mieszane uczucia. Z jednej strony dobrze,że szkoły otwarto – bo dzieci potrzebują kontaktu z rówieśnikami. Z drugiej strony w czasie zdalnego nauczania funkcjonowało nam się całkiem nieżle,nasz Bąbel nauczył się mnóstwa nowych rzeczy i (paradoksalnie) uspołecznił poprzsz kontajty z dziećmi z podwórka – a niestety odnoszę wrażenie,że powrót do placówki po dłuższej pdzerwie zawsze go w jakiś sposób „uwstecznia” i wcale mu tak śwjetnie nie służy.

  3. Ja tak samo jak Ty, należałam do osób, które końcem lata nie mogły się doczekać powrotu do szkoły. Tak samo jak Ty z namaszczeniem wybierałam, podpisywałam zeszyty! Dziś jeszcze nie stoję po drugiej stronie, bo moje dzieci są na etapie żłobka.
    Tym bardziej w dobie covida jest to dość trudne rozstanie. Bez adaptacji z prawdziwego zdarzenia muszę oddać maluszki pod opiekę obcych osób. Na szczęście jeszcze przede mną przynajmniej miesiąc kiedy są ze mną w domu

  4. Nie mam dzieci, a sama szkoły skończyłam już dość dawno, ale bardzo mnie ta sytuacja niepokoi… z jednej strony uważam, że dzieci powinny chodzić do szkoły, spotykać się z rówieśnikami, uczyć normalnie i poznawać świat, rozwijać, a z drugiej wiem, że powinny móc to robić w całkowicie bezpiecznych dla nich oraz dla rodziców i nauczycieli warunkach. A o te w Polsce coraz trudniej…

    Trzymam kciuki za Ciebie, za Synka, za wszystkie dzieciaki i rodziców, ale też za nauczycieli. Kasia

  5. O ja tez mile wspominam te pierwsze dni kazdego kolejnego roku szkolnego, czy niecierpliwe oczekiwanie na nie, nawet jezeli 2 – 3 tygodnie dalej juz tak bardzo zalowalam minionego lata, ale w te pierwsze wrzesniowe dni pelna energii wkraczalam w nowy rok szkolny. Jaki fajny, inspirujacy wpis – dziekuje za niego i pozdrawiam serdecznie Beata Redzimska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *