Jestem Kobietą

W kraju absurdów…

Patrząc na to co dzieję się wokół nie mogę uwierzyć w jakich czasach i kraju przyszło nam żyć. Na początku marca, kiedy pandemia koronawirusa opanowała nasz kraj, wszyscy żyliśmy w niepewności co przyniesie następny dzień i z niepokojem słuchaliśmy kolejnych doniesień o liczbie zakażonych. Nieco wcześniej byliśmy jedynie obserwatorami tego co wirus wywołał w innych krajach, nie dopuszczając do siebie myśli, że może on dotrzeć również do nas. Choć z perspektywy czasu było pewne, że do tego dojdzie. Myślę, że każdy był tego świadomy. I wtedy wkroczyli oni. Cali na czarno, w wymuskanych garniturach, pod krawatami, zabierając większość czasu antenowego i wydając decyzje oraz obostrzenia, które miały uspokoić społeczeństwo. Na początku wprowadzono izolację, godziny dla seniorów, które w praktyce niekoniecznie się sprawdzały, bo starsze osoby i tak wędrowały do pobliskich sklepów nic sobie nie robiąc z dotyczących ich obostrzeń, a przecież to głównie oni znaleźli się w grupie zwiększonego ryzyka zachorowalności na koronawirusa. To ich mieliśmy i mamy chronić. Kazano nam założyć maseczki (mimo, że na początku mówiono, że nie jest to konieczne i nie chroni nas przed wirusem, potem front nagle się zmienił), a wyjścia na zakupy ograniczyć do pobliskich sklepów, które mieliśmy wesprzeć w tym trudnym czasie, bo to głównie małe przedsiębiorstwa i sklepy najbardziej odczuły skutki panującej pandemii oraz obostrzeń z nią związanych. Zamknięto żłobki, przedszkola, szkoły i wyższe uczelnie. Wprowadzono zdalne nauczanie, na które w praktyce nikt nie był przygotowany. Pracodawcy wysłali swoich pracowników na home office, co nagle pokazało, że wiele instytucji oraz firm z powodzeniem może działać w ten sposób bez uszczerbku na solidnym wykonywaniu swoich obowiązków. Zamknięto przychodnie, odwołano wizyty, na które wiele osób czekało latami. Niektórzy niestety nie będą mieli okazji już ich doczekać. Uruchomiono teleporady, na które dodzwonić się graniczyło z cudem. W sumie to nic nowego, bo i przed pandemią ciężko było uzyskać połączenie. Jedynym plusem takiego rozwiązania jest możliwość wystawiania recept oraz skierowań za pomocą e-maila bez tracenia czasu na stanie w kolejce tylko po jeden papierek. Można? Można. Nie zmienia to faktu, że przez telefon ciężko jest zajrzeć do gardła czy zbadać pacjenta stetoskopem. Ale to przecież nic. Jeśli nie masz objawów świadczących o ewentualnym zarażeniu covidem, teleporada i tabletki na gardło w zupełności wystarczą. Niepotrzebny jest test, który mógłby wykluczyć wirusa. A przecież covid u każdego może przebiegać inaczej i zacząć się całkiem niewinnie. Zbagatelizowanie jego objawów u niejednego przyniosło i może dalej przynieść opłakane skutki, które starano się zatuszować, o czym wiemy z pierwszego źródła – niektórych pracowników służby zdrowia, którzy anonimowo odważyli się powiedzieć jak sytuacja wygląda w rzeczywistości. Komu wierzyć?
Popierając się badaniami z Antypodów czy Juesej, zapewniano nas, że szybka reakcja rządu powstrzyma rozprzestrzenianie się koronawirusa niczym rycerz na białym koniu albo super bohater z komiksów Marvela. Mówiono, że wysoka temperatura zabija wirusa, więc wraz z nadejściem wiosny, a później lata czekaliśmy z nadzieją na koniec tego koszmaru, co nijak miało się do statystyk zachorowalności, które wcale nie potwierdzały teorii o wysokiej temperaturze. Wręcz przeciwnie. Wzrastały w zastraszającym tempie. Ups. Tymczasem coraz gorętsze lato i słońce za oknem zachęcały do wyjścia z domu i rodzinnych spacerów. Myśląc, że sytuacja została nieco opanowana, rząd dumnie ogłosił, że wprowadzone wcześniej obostrzenia będą powoli znoszone, ale apelowali, aby zachować zdrowy rozsądek, gdyż wirus wcale nie zniknął. W międzyczasie pojawiła się kolejna informacja, że wirus nie lubi zimna, więc wraz z nadejściem jesieni i zimy, rozpłynie się w powietrzu, a w naszych głowach pozostanie po nim przykre wspomnienie, którym będziemy się dzielić z naszymi wnukami, tak jak kiedyś nasi dziadkowie raczyli nas opowieściami z czasów wojny i Komunizmu. Kolejna bzdurna teoria nie znalazła pokrycia w rzeczywistości. Dzisiaj liczba zachorowań liczona jest w kilkunastu tysiącach i zbiera coraz większe żniwo.
Nie jestem naukowcem, lekarzem ani wirusologiem. Ale mam świadomość, że różne wirusy pojawiały się na przestrzeni lat. Choćby grypa, na którą co roku umiera coraz więcej osób. Ale z jej powodu nie zamykano nas w domach i nie paraliżowano funkcjonowania w społeczeństwa. Koronawirus to kolejna mutacja wirusowa, która nie zaprzeczam i nie neguję jest groźna, zwłaszcza dla osób z grupy podwyższonego ryzyka. Stosuję się do wprowadzonych obostrzeń. Ale…
Z biegiem czasu na światło dzienne zaczęły wychodzić coraz to większe absurdy. Przychodnie do dziś są zamknięte, ale największe skupiska ludzi w galeriach czy szkołach nikomu już nie przeszkadzają. Przesunięte aż do odwołania wizyty u specjalistów w przypadku niektórych przyniosły tragiczne w skutkach efekty i diagnozy, o czym wiem od własnego lekarza specjalisty. Nagle się okazało, że ludzie już nie umierają na nowotwory, a na wszechobecny covid, który jest wpisywany na co drugim akcie zgonu jako jego przyczyna, za co według pojawiających się doniesień, szpitale otrzymują dodatkowy profit. Biznes goni biznes. Jak nie wiadomo o chodzi to chodzi o pieniądze. I politykę oczywiście. Delikatnie mówiąc rząd nas ogłupił. Kazali trzymać dystans, nie organizować większych imprez, chodzić w maseczkach, tymczasem sami niekoniecznie się stosowali/stosują do własnych obostrzeń. Nie świecili i nie robią tego do dzisiaj, przykładem godnym naśladowania. Podejmują nieprzemyślane i chaotyczne decyzje. Zrobili z nas widzów politycznej gry i manipulacji, bo jestem wręcz pewna, że niektóre z głoszonych teorii, o których tutaj nie chcę mi się pisać, bo to temat na książkę (a te zapewne w dużych ilościach już się piszą…) są prawdą. Do dziś mam przed oczami twarz Premiera Morawieckiego, który z uśmiechem na twarzy przed wyborami prezydenckimi w czerwcu zachęcał i wręcz namawiał Polaków do głosowania i pójścia do urn, bo covidowa sytuacja jest w miarę opanowana. Jednak dla niektórych urna nabrała zupełnie innego znaczenia.
Absurd goni absurd gubiąc po drodze wiarygodność i podjudzając tym samym społeczeństwo do buntu. Nikt nie mógł przewidzieć takiej sytuacji. Ale czy nie należą nam się rzetelne i prawdziwe informacje, a nie jedynie spekulacje i domysły? Oczekujemy odpowiedzialnych decyzji, a nie błądzenia po omacku. A nie kłamstw i manipulacji, którymi osobiście już rzygam. Wierzę jedynie w obecność wirusa i to, że jest on nie do końca zbadany, a chcę wierzyć, że mądre, naukowe głowy robią wszystko, aby znaleźć lekarstwo, sposób na covida.
Jest we mnie złość i zwyczajnie mi przykro, że nasze dzieci doczekały czasów, gdzie jako społeczeństwo jesteśmy traktowani jak pionki na szachownicy, gdzie każdy ruch jest nieprzemyślany. Jest we mnie niepewność jak to wszystko dalej się potoczy i co nas czeka. Obawiam się społecznego buntu, który już teraz daję mocno o siebie znać. Nie wybiegam w przyszłość, bo nie wiem co będzie jutro, a co dopiero za tydzień, dwa czy miesiąc. Ciężko przełknąć tą gorzką pigułkę, która pozbawia nas normalnych, ludzkich odruchów. Chciałabym wierzyć, że w końcu, ta patowa sytuacja zostanie opanowana, a życie stopniowo wróci do normy. Chyba tylko to nam pozostaję.

12 thoughts on “W kraju absurdów…

  1. Ja podchodzę do tego bez emocji. Jest jak jest i niczego nie zmienimy. Możemy jedynie chronić siebie, swoich bliskich i unikać niepotrzebnych kontaktów. Nie szukam teorii spiskowych, nie wymyślam własnych. Bo i po co? Co mi to da?

  2. Przestałam denerwować się rzeczami, na które nie mam wpływu. To mi nie służy. O tym, że żyjemy w kraju absurdów wiem od lat – łamanie Konstytucji w świetle prawa pokazało mi, do czego zdolny jest nasz rząd. Przykre, że większości to pasuje, o czym świadczą wyniki następujących po sobie wyborów.

  3. Kiedyś się to ustabilizuje, wszystkie te cyrki nie wynikają z tego, że covid jest wyjątkowy, tylko z tego, że trzeba spowolnić rozprzestrzenianie się go, bo może sparaliżować służbę zdrowia. Ale poszło to wszystko w złą stronę. Rządzący mówią o łóżkach covidowych, jako zabazpieczeniu, a to nie są jakieś nowe łóżka, tylko takie, które wydziela się z innych oddziałów, a to sprawia, że ludziom chorującym na inne przypadłości, tych łóżek zabraknie.

  4. Dopiero co pisałam u siebie, że mam wrażenie, że rząd co jakiś czas wrzuca do bębna listę obostrzeń i w życie wciela te, które akurat wylosuje. Zgadzam się z tym, że coś trzeba robić, aby przeciwdziałać pandemii, ale w tym wszystkim brakuje najważniejszego – logiki…

  5. A jaka to grypa w ostatnich latach sprawiła, zę w połowie października respiratorów zabrakło? A jest ich dwa razy tyle co przed rokiem?
    Covid jest bardzo poważną, dla wielu śmiertelną chorobą a my nie jesteśmy do niej przygotowani. Jedyny akt prawny jaki władza chciała zrobić przed ponownym atakiem to ustawa BEZKARNOŚĆ +

  6. Przestałam denerwować się rzeczami, na które nie mam wpływu. Naj atdxiej jednak teraz stresuję mnie sytuacja szpitali i mój poród. Sama nie wiem czy komuś do głowy nie przyjdzie rozdzielić mnie z dzieckiem. A może test przed porodem okaże się wadliwy. Od kilku lat żyjemy w kraju absurdów. Niestety władze robią z nas kretynów na każdym kroku.

  7. Ja to jestem już zmęczona czytaniem i słuchaniem o tej całej dziwnej sytuacji. Biorę wszystko na chłodno. Regularnie dzwonię do bliskich i pytam, czy wszystko u Was w porządku. Nie wychodzę z domu, kiedy nie muszę i przyjmuję wszystkie nowe rewelacje obostrzeniowe bez emocji. Oczywiście, że się boję, ale robię wszystko, żeby nie zwariować.

  8. Myślę, że powinnaś na jakiś czas wyznaczyć sobie porę na oglądanie telewizji (wiadomo, trzeba, ponieważ sytuacja zmienia się bardzo szybko i trzeba wiedzieć jak reagować). I ten wolny czas poświęcić na coś, co jest pożyteczne. Chodzi o to, żeby nie wywoływać u siebie niepotrzebnej paniki. Media tak mają, że podążają za sensacją, niekiedy same ją wywołują. A my potem świrujemy. Lepiej odpocząć i zająć się swoim zdrowiem psychicznym, bo ono również w pandemii może szwankować.

  9. Ja znowu uważam, że jest to zupełnie nowa sytuacja dla każdego dlatego trzeba wykazać się zrozumieniem. odpowiedzialność za pewne decyzje jest ogromna a nie da się na pewno zrobić tak, aby każdemu dana sytuacja odpowiadała, niestety. na pewno trzeba mieć swój rozsądek ale z drugiej strony nie bagatelizujmy pewnych sytuacji i nie narażajmy innych. Nowa rzeczywistość nie jest łatwa i na pewno w najbliższym czasie niestety nie będzie. Nie ma mądrego na to wszystko. ja mam nadzieje tylko, że wspólnie jesteśmy w stanie to wszystko przezwyciężyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *