Jestem Kobietą

Rodzice na gigancie, czyli weekend w górach

Początek lipca to dla nas szczególny czas. Zanim jednak kalendarz wskazał datę 4 lipca (bynajmniej nie mam tu na myśli Dnia Niepodległości Stanów Zjednoczonych ;)), wraz z małżonkiem nieco wcześniej postanowiliśmy uczcić 3 rocznicę naszego ślubu. W zeszłym roku bardzo miło spędziliśmy czas w uroczym Jarnołtówku, o czym pisałam wam tutaj, natomiast w ostatni weekend (29.06-01.07) wybraliśmy się do pobliskiego Szczyrku. Byliśmy już tutaj jako para, parę lat temu podczas Majówki. Małżonek już rok temu znalazł tutaj fajną miejscówkę, ale nie było wolnego, pasującego nam terminu, więc postawiliśmy wówczas na Jarnołtówek, postanawiając jednocześnie, że do Szczyrku na pewno kiedyś się wybierzemy. I tak też zrobiliśmy w tym roku. Chociaż przyznam szczerze, że na parę dni przed wyjazdem straciłam na niego ochotę, ponieważ tak się akurat niefortunnie złożyło, że data wyjazdu zbiegła się z końcówką naszego remontu. Niestety wcześniej nie mogliśmy tego przewidzieć, bo rezerwacji dokonaliśmy już parę miesięcy temu, a remont, mimo iż planowany, był uzależniony od dyspozycyjności ekipy remontowej. Na szczęście tuż przed wyjazdem uporaliśmy się z największym rozgardiaszem i z nieco spokojniejszymi głowami wyruszyliśmy w góry.

Od Szczyrku dzieli nas nieco ponad godzina drogi, więc minęła ona szybko i bez przygód. Tak naprawdę to niewielkie miasteczko w powiecie bielskim nie dysponuje ogromną gamą atrakcji, ale ktoś szukający ciszy i spokoju, na pewno tutaj je znajdzie w przeciwieństwie do zatłoczonego Zakopanego oferującego tłumy na szlakach, które średnio sprzyjają wypoczynkowi oraz kolejki na Gubałówkę. Szczyrk to idealna baza wypadowa na spokojne spacery, dobre jedzenie (w tym desery ;)), a przede wszystkim naładowania baterii, które przez trwający w mieszkaniu remont nieco nam się wyczerpały. Nie należymy do wielkich fanów górskich wspinaczek, ale przez 2 dni można spokojnie zwiedzić całe miasteczko i wybrać się niebieskim szlakiem w niezbyt wysokie partie gór lub skorzystać z kolei linowej Skrzyczne. Więcej atrakcji turystycznych znajdziecie tutaj.

Nasz apartament znajdował się w Willi „Górski Szaman”,  który mieści się na ulicy Myśliwskiej 80 naprzeciwko wspomnianego już wyżej wyciągu. Nie będę ukrywać, że właśnie wyposażenie pokoju, a przede wszystkim pokoju kąpielowego (bo tak właśnie powinnam go nazwać), przekonało nas do spędzenia tutaj czasu. Wybierając się na ten weekend zależało nam przede wszystkim na pełnym relaksie i wypoczynku, a sami przyznacie, że wanna z hydromasażem do dyspozycji 24h brzmi niezwykle kusząco i odprężająco? W domu mamy prysznic, więc perspektywa moczenia czterech liter w wannie pełnej wody masującej każdą część ciała to była dla nas iście cudowna wizja. Zwłaszcza, jeśli parę dni wcześniej małżonek urobiony po pachy walczył malując pokój Księciunia oraz przedpokój, a ja latając na szmacie odgruzowywałam kuchnie i łazienkę, żeby nadawały się do użytku. Te cenne chwile odpoczynku jak najbardziej nam się należały.

Nasze wrażenia?

Jak najbardziej pozytywne! Sama Willa oraz nasz pokój były czyste i schludne. Duża przestrzeń i niezbędne akcesoria codziennego użytku znacznie ułatwiły nam pobyt, dzięki czemu nie musieliśmy połowy rzeczy zabierać z domu. Właścicielka obiektu po udzieleniu nam niezbędnych informacji, życząc udanego pobytu z uśmiechem na ustach zostawiła nas samych.

Miejscowość, już nam zresztą znana nie zaskoczyła nas niczym szczególnym, ale i nie zawiodła. Przybyło parę fajnych knajp oraz kawiarni, a o tej porze roku dzikie tłumy nie zdążyły jeszcze zawitać do Szczyrku, więc mogliśmy spokojnie naładować akumulatory i pooddychać górskim powietrzem. o Szczyrku na pewno jeszcze wrócimy, ale tym razem z Księciuniem 😉
Na deser kilka fotek 🙂

13 thoughts on “Rodzice na gigancie, czyli weekend w górach

  1. Ale piękny, czerwony pokój! Nigdy nie byłam w Szczyrku, choć bardzo mnie kusi. Ogólnie to góry są dla mnie najpiękniejszym miejsce na świecie i z reguły spędzamy w nich każdy urlop.

  2. Też mnie czasem kusi, żeby zafundować wyjazd bez dziecka. Ale nie góry, a raczej jakieś klimatyczne miasto bym wybrał. Oj te nocne wyprawy od knajpki do knajpki, piwko i podziwianie miasta nocą. Tego czasem nam z żoną brakuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *