Jestem Kobietą

(Nie) ponura jesień

Przyszła i ona. Niewyczekiwana, nielubiana i nieproszona. Większość społeczeństwa za nią nie przepada i najchętniej by ją przespała pod ciepłym kocykiem z kubkiem gorącej herbaty z cytryną i miodem, przy akompaniamencie trzaskającego z kominka drewna. Jesień. Patrząc za okno nie da się ukryć, że zagościła na dobre, żeby za dwa miesiące ustąpić miejsca jeszcze bardziej nielubianej koleżance, zimie. Ale! Jesień potrafi być naprawdę piękna i całkiem przyjemna w swej prostocie.

Jesienią temperatura spada, a na dworze robi się chłodniej, co zwłaszcza dla antagonistów upalnego lata jest przyjemną odmianą. Można wówczas odetchnąć od żaru lejącego się z nieba, który niejednemu daję w kość. Warto odpocząć od upału, żeby później móc w pełni się nim cieszyć. Kiedyś nie przepadałam za latem i wolałam zimę, dziś w każdej porze roku staram się dostrzegać pozytywy, bo życie staję się wtedy piękniejsze. Banał, ale taka jest prawda. Całoroczne malkontenctwo nikomu jeszcze nie wyszło na zdrowie, więc dokładam wszelkich starań, aby go uniknąć. Żyję się wtedy łatwiej nie tylko mnie, ale również ludziom wokół. Nie zmienia to jednak faktu, że kiedy mam zły dzień lubię sobie ponarzekać na otaczającą mnie rzeczywistość. Niezależnie od pory roku.

Jesienią kasztany i żołędzie spadają z drzew plącząc się pod nogami, a drzewa przybierają piękne barwy, które cieszą oczy. Kiedy księciunio był mniejszy (chociaż teraz też, ale już bez wózka) bardzo lubiłam spacerować z nim po parku i cieszyć się promieniami jesiennego słońca, które w lepsze wrześniowe i październikowe dni zachęcało do wyjścia na dwór. Czerwone, pomarańczowe, brązowe i złote liście różnych kształtów dodają uroku okolicznym parkom i lasom. Parę dni temu byłam w Górach Złotych. Droga jaką jechaliśmy w ten ostatni wrześniowy weekend była przepiękna, a ja napawałam się tymi widokami. Chyba nic mnie tak nie zachwyca jak właśnie te soczyste, jesienne kolory wokół.

Jesienią gorąca herbata w ulubionym kubku smakuję zupełnie inaczej. Rozgrzewający napój pozytywnie nastraja, ogrzewa i odciąga myśli oraz wzrok od tej bardziej ponurej strony jesieni. Dodajmy do tego wygodny fotel, najlepiej z podnóżkiem lub kanapę, ciepłe skarpety, mięciutki koc i dobrą książkę – team wprost idealny. Oczywiście, nie ma tak dobrze. Nikt nie przesiedzi całej jesieni w domu z książką, bo wypadałoby pojawiać się w pracy czy pójść na zakupy 😉 Życie! Ale warto doceniać te momenty, najczęściej wieczorne i weekendowe kiedy możemy choć na chwilę oddać się błogiemu lenistwu i relaksowi.

Jesienią szafa zapełnia się ciepłymi swetrami w kolorach beżu i bieli oraz otulającymi szyję szalami. Skąpe, letnie ubrania z przyjemnością można zamienić na ulubione swetry, parki i botki. Uwielbiam moją jesienną garderobę! Paradoksalnie to właśnie jesienią mam większe pole do popisu w kwestii ubrań. Witryny sklepowe przyciągają jak magnes kusząc klientów jesiennymi kolekcjami, które aż się proszą, aby je nosić. Szkoda tylko, że w pakiecie nie dają szaf i miejsca w domu na trzymanie tych wszystkich perełek 😛

Jesień to dobry czas na wyciszenie oraz złapanie oddechu po zielonej wiośnie i upalnym lecie, gdzie dzień zaczynał się wczesnym rankiem, a kończył późnym wieczorem. Jesień tak jak żadna pora roku sprzyja skupieniu się na sobie i swoich myślach. To czas nostalgii, który można pozytywnie przełożyć na pracę nad sobą, która zapewne przyniesie swoje plony wczesną wiosną, kiedy wszystko budzi się do życia, również my. Nie mylcie jednak melancholii z jesienną depresją, którą najwyższa pora włożyć między bajki! Nasze nastawienie zależy tylko i wyłącznie od nas. Niezależnie od okoliczności i aury za oknem można poszukać pozytywów i na nich się skupiać przekazując ta energię dalej.

Jesienią zaczyna się szkoła i rok akademicki, a to czas beztroskich czasów i miłych wspomnień. Czas kiedy słowo „odpowiedzialność” i „obowiązki” kończyły się na odrabianiu lekcji, posprzątaniu pokoju czy pójściu na wykłady. Pamiętam jak zaczynałam swoją szkolną przygodę. Mieszkaliśmy wtedy w bloku, a droga do szkoły prowadziła przez tzw. ”kasztanowce” – było ich mnóstwo zalegając chodniki i trawy razem z kolorowymi liśćmi. Pamiętam jak wracałam z pasowania na ucznia ubrana w złoty płaszczyk i białe rajstopy. Na głowie miałam biret, symbol pasowania, a w ręku dumnie dzierżyłam róg obfitości. Na tle tych właśnie kasztanowców i złotych liści mama zrobiła mi zdjęcie, które do dziś trzymam w albumie. Teraz dorosłość wygląda zupełnie inaczej. Pędzimy i ścigamy się z upływającym czasem, a doba wciąż wydaję się za krótka żeby ogarnąć wszystkie domowe i zawodowe obowiązki. Gdzie w tym wszystkim czas dla nas? Dla naszych pasji, przyjaciół i zajęć? Jesień to idealny czas, aby choć na chwilę się zatrzymać i przystopować.

Jesień to wieczorna lampka wina, grzaniec i krem z dyni. Zapachowe świece, których woń roznosi się po całym domu tworząc niepowtarzalny i wyjątkowy klimat. To przepiękne wrzosy, na które nigdy nie zwracałam uwagi, a dopiero jako dorosła, dojrzała kobieta zaczęłam je dostrzegać i zachwycać się ich urokiem.

Jesienią lasy zapełniają się grzybami, które później dodajemy do zupy grzybowej, a na Wigilię lepimy pierogi z farszem z kapusty i grzybów, które tak smaczne i nie do podrobienia robiła moja mama…w tym roku ich nie będzie, ale postaramy się z siostrą odtworzyć ich przepyszny smak. Odkąd pamiętam całą rodziną się nimi zajadaliśmy. To idealny czas dla miłośników grzybobrania, którzy spacerują po lesie w poszukiwaniu cennych okazów. Pamiętam z czasów dzieciństwa jak jeździłam do dziadków na wieś i wówczas chodziliśmy na grzyby zbierając je do wiklinowego kosza. Minęło już ponad 20 lat, a kosz nadal zapełnia się grzybami, ale zbieranymi przez mojego brata. Pamiętam jak później nawlekaliśmy je na grube nici, a ich zapach roznosił się po całym domu.

Jesień to Halloween. Mimo, że to nie nasze święto, zagościło u nas na dobre, tak jak wiele innych. Niektórych może ono oburzać i denerwować, ale ja co roku, ostatniego października czekam z torebką cukierków, które rozdaję z księciuniem poprzebieranym dzieciakom. W tym dniu wyobraźnia i fantazja ich nie ogranicza, a radość i przyjemność są obopólne.

Jesień to koniec sezonu ogórkowego w telewizji. To czas serialowych nowości – zresztą coraz lepszych i ambitniejszych (cóż, nie każdy ma Netflixa żeby serfować po nim przez cały rok), a także świetna okazja do nadrobienia filmowych zaległości, który każdy z nas ma.  

Jesień potrafi być wyjątkowa i czarować swoim urokiem, a to jak do niej podejdziemy zależy tylko i wyłącznie od nas.

A wam z czym kojarzy się jesień i za co ją lubicie?

6 thoughts on “(Nie) ponura jesień

  1. Kojarzy mi się z „fartem”, że co umyję samochód to spadnie deszcz 😉 A tak poważnie, jeżeli ciągle nie pada, a liście mienią się całą feerią barw, przyjemnie wyściełają ścieżki w parkach lub wiszą na drzewach, to aż się chce. Chce się iść na spacer, chce się podjechać na działkę i usiąść z kubkiem kawy (póki wody nie zakręcą ;)). Byle z nosa nie leciał katar 😉

  2. Mi osobiście jesień kojarzyła się póki co z chorobami, ale zaczynam widziec to co Ty w niej- jej piekne barwy, herbatke i spacery po lesie pełnym grzybów:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *