Jestem Kobietą, Jestem Mamą

(Nie) inspiracje dla Małych

Jest już połowa listopada i z pewnością większość z was już intensywnie myśli o mikołajkowych i świątecznych prezentach. O ile na skompletowanie tych drugich jest nieco więcej czasu, o tyle na te pierwsze można powiedzieć to już „ostatni dzwonek”, aby uniknąć zakupów na szybko i bez przemyślenia ( przed każdym zakupem, bez względu na okazję i dla kogo ma być prezent, również dla mnie 😛 , zawsze się zastanawiam i muszę się z „tym” przespać). Nie dokonuję zakupów na szybko. Lubię do tego podejść na spokojnie i bez presji, zwłaszcza jeśli muszę coś zamówić online, co w aktualnej sytuacji zapewne będzie częstą praktyką. Tym bardziej warto zaopatrzyć się wcześniej w prezenty, aby wszystko co chcemy kupić, dotarło na czas, bez żadnych nieprzyjemnych sytuacji.

Na wielu blogach można znaleźć fajne pomysły na prezenty dla dzieci w różnym wieku, dlatego nie będę tego powielać. Chciałabym spojrzeć na temat z innej perspektywy – czego nie fundować naszym oraz innym dzieciom z naszego otoczenia, które będziemy obdarowywać.

  • Ubrań

Chyba większość mam potwierdzi, że jej dzieci mają więcej ubrań niż ona. I chyba każda przyzna, że kupowanie ubrań dzieciom sprawia więcej frajdy niż im. Przyznaję się bez bicia, że jestem tego najlepszym przykładem. Ale ubrania dla księciunia kupuję na co dzień i w razie takiej potrzeby (nie czepiajmy się nadmiaru potrzeb, dzieci tak szybko niszczą ubrania i z nich wyrastają, a od przybytku głowa nie boli 😛 ), więc nie jest to nic niezwykłego, a większość dzieci i tak nie przywiązuje do tego wagi. Dla nich to tylko ubranie. Oczywiście, zwłaszcza starsze dzieci, mają już wyrobiony gust i pewne preferencje, co również należy brać pod uwagę przy zakupie, ale to nadal tylko ubranie, które zapewne nie sprawi im tyle radości, co wymarzona zabawka czy gadżet. Dlatego też ubrania jako prezent to nie najlepszy pomysł, chyba, że stanowi on dodatek, który wiemy, że się przyda i spodoba. Pomijając własne dzieci, preferencje innych niekoniecznie znamy, a poza tym nie zawsze trafiamy z właściwym rozmiarem, co stanowi dodatkowy kłopot z ewentualną wymianą czy zwrotem.

  • To co podoba się nam…

…niekoniecznie spodoba się dziecku, któremu chcemy sprawić prezent. W przypadku naszego, które dobrze znamy i spędzamy z nim czas na co dzień, wiemy czym lubi się bawić, co go fascynuję i co chciałby dostać. W tym przypadku wybór jest o wiele prostszy, w przeciwieństwie do innych dzieci, nawet tych z najbliższego otoczenia. Osobiście najwięcej problemów sprawia mi kupowanie prezentów dla starszaków i nastolatków, które mają już konkretne zainteresowania i żyją w zupełnie innej bajce. Mimo, że jestem z pokolenia „internetowego”, nie znam wielu młodych blogerów, vlogerów czy instagramerów, którzy są idolami dzisiejszych nastolatków i firmują swoim nazwiskiem przeróżne gadżety. Nie muszę rozumieć tej fascynacji, tak jak oni nie muszą rozumieć mojej niegdysiejszej fascynacji wymianą karteczek, która robiła furorę 20 lat temu. Ktoś to jeszcze pamięta? :D. Dlatego warto porozmawiać z dzieckiem/nastolatkiem na temat jego zainteresowań i sugestii w kwestii prezentu.

  • Dużych, hałaśliwych zabawek

Wybór zabawek na rynku jest ogromny. Od ich ilości, kolorystyki, gabarytów i funkcji można dostać oczopląsu. Jeśli nie mamy pomysłu na zakup jakiejś zabawki i błądzimy w wyborze jak dzieci we mgle, a jednocześnie chcemy żeby dla dziecka była to niespodzianka, warto zapytać rodziców dziecka co sprawiłoby mu radość. W końcu oni najlepiej znają swoje pociechy i zawsze mogą coś podpowiedź, co można kupić, lub czego na pewno nie kupować. Apropo. Biorąc to pod uwagę warto się zastanowić czy aby zabawka nie zajmie dużo miejsca (zwłaszcza jeśli dziecko ma już sporo zabawek, a jego pokój nie jest z gumy, żeby pomieścić kolejną, dużą zabawkę), chyba, że rodzice dziecka zasugerują, że nie ma to znaczenia, wówczas to już inna sprawa. Wiem z doświadczenia, że hałaśliwe, głośne zabawki może i podobają się dzieciom, ale już niekoniecznie rodzicom. Po co się narażać na wykreślenie z listy znajomych? Zawsze można zakleić plastrem miejsce, z którego wydobywa się dźwięk zabawki, aby nieco go przytłumić lub wyjąć baterię, ale dziecko nie zawsze da się nabrać, nie wspominając o tym, że taka zabawka bez dźwięku nie do końca będzie spełniała swoją funkcję, a tym samym nie zadowoli obdarowanego.

  • Prezenty na zapas.

Nie rozumiałam, nie rozumiem i nie zrozumiem prezentów – w różnej postaci, dawanych na zapas. Do dziś księciunio ma dres (notabene – ubranie…), który dostał jakieś 2 lata temu i do tej pory, mimo że ma już 4,5 roku jest na niego za duży… Pomijam już fakt, że mnie on się kompletnie nie podoba, a więc nawet nie wiem czy kiedykolwiek go założy, co najwyżej po domu, jeśli już będzie na niego dobry. Mówi się, że ubrań nigdy za wiele, zawsze się przyda i najczęstszy frazes „lepiej za duże niż za małe, dorośnie do tego.” Otóż nie. Jak wspominałam wyżej, nie jestem fanką dawania ubrań w prezencie (z małymi wyjątkami) i tak samo niezbyt mnie cieszy kiedy sama je dostaję lub Młody. Garderobę powinno się kompletować na bieżąco, a nie na zapas i warto to sobie wziąć do serca. Podobnie ma się rzecz z zabawkami czy gadżetami. Nie widzę logiki w dawaniu dziecku prezentu, na który jest za małe lub za duże. Przy wyborze takiegoż warto i nawet powinno sugerować się wiekiem dziecka. Jeśli nie wiemy co kupić, to polecam poradzić się rodziców dziecka, którzy na pewno podpowiedzą co będzie dobrym wyborem.

  • Za drogie, za tanie.

Zawsze trzeba mierzyć siły na zamiary. Dotyczy to również prezentów, które planujemy kupić na jakąś okazję. Niektórzy uważają, że im droższe tym lepsze, a inni wręcz przeciwnie. Ci pierwsi nie przywiązują wagi do ceny, a im coś bardziej wypasionego tym większy zachwyt obdarowanego. Tych drugich niekoniecznie stać na droższy prezent lub uważają to za stratę pieniędzy, tudzież liczy się dla nich każdy, nawet drobny upominek, wcale nie z najwyższej półki. Tymczasem najważniejszy jest gest i pamięć.

  • Pieniądze.

Podobnie jak w przypadku prezentów dawanych na zapas, również dawania pieniędzy nie rozumiem. Przy każdej nadarzającej się okazji… Owszem są takie, na które można „dać kopertę” np. Komunia, ale nie na każde urodziny, imieniny, Mikołaja czy Gwiazdkę (tak, znam takich). Małe dzieci jeszcze nie rozumieją wartości pieniądza, i oprócz wrzucenia ich do skarbonki ( o ile!), nie sprawią im one żadnej frajdy. Większość rodziców zapewne wykorzysta je na potrzeby dziecka, ale nie wszyscy. Dawanie pieniędzy to pójście na łatwiznę, ale dla radości dziecka, warto nieco się wysilić niż ograniczyć do kupna koperty.

Jestem z tych, którzy wolą sprawiać prezenty niż je dostawać. Bez względu na nadarzającą się okazję, zawsze staram się „wybadać grunt”, zastanowić się, a przy wyborze prezentu sugeruję się zainteresowaniami osoby, którą chcę obdarować. Często proszę o radę rodziców dzieci, jeśli to właśnie im planuję sprawić jakiś prezent, a w przypadku starszaków lub dorosłych proszę o jakieś sugestie. Dla mnie liczy się gest oraz pamięć i z doświadczenia wiem, że nawet drobnostka potrafi sprawić ogromną radość.

Za chwilę Mikołaj i Gwiazdka. Sprawmy dzieciom fajne prezenty, z których szczerze się ucieszą bądź będą dla nich przydatne. Dziś dzieci piszą/rysują listy do św. Mikołaja, więc na pewno mamy łatwiej z wyborem odpowiedniego prezentu, tym bardziej, że rzadko się zdarza, żeby w takim liście była mowa o jednej zabawce, a więc będzie z czego wybierać.

9 thoughts on “(Nie) inspiracje dla Małych

  1. Bardzo mądrze napisany Post 🙂 choć w. Przypadku mojego syna, gdyby dostał koszulkę ulubionego piłkarza, byłby to strzał w 10 🙂 warto podpytać rodziców jakie mają sugestie 🙂

  2. Myślę, że kupując dzieciom prezent, warto zapytać rodziców, co będzie trafne. My tak robimy i tak samo bliscy pytają się, co kupić chłopcom. U nas akurat ubrania się sprawdzają. Natomiast jeśli chodzi o młodszego synka to od razu zaznaczam, żeby nie kupować mu właśnie hałaśliwych zabawek. Raz dostał czołg. Była to tak głośna zabawka, że bolała mnie od niej głowa. Mielismy spokój kiedy wyjelismy baterie. 🙂

  3. Wybacz mi, ale muszę – po prostu MUSZĘ zacytować kawałek swojego ostatniego wpisu:

    „Co to Twoje dziecko napisało w liście do srogiego Mikołaja, że chce dostać na święta? Coooo? Przecież to kosztuje majątek! Chyba nie zamierzasz wydawać 1/20 swojej pensji na takie badziewie? Święta są przecież raz w roku, to prezent pod choinką musi być wyjątkowy, a najlepiej praktyczny! Taki, który się do czegoś przyda, a nie wyląduje w kącie po pięciu minutach zabawy. Dzieci nie myślą praktycznie. Ty myślisz praktycznie! Ty wiesz najlepiej, jaki prezent będzie najbardziej odpowiedni! Ty! Ty! Ty! Nie miej (broń Boże) wyrzutów sumienia! Przecież robisz to dla dobra swojego malucha! Być może będzie rozczarowany… Może rozpłacze się, że nie dostał tego, co chciał… Szybko o tym zapomni, a już na pewno nie zapamięta tego na lata i nie będzie Ci wypominał z żalem, nawet jak sam będzie już dorosły… Tak się przecież nie dzieje, prawda?”

    No właśnie… Zawarłaś w swoim wpisie wszystko to, czego powinni się wystrzegać wszyscy ci, którzy stoją właśnie w alejkach sklepowych w dziale z zabawkami i myślą, czy to co trzymają w dłoniach spodoba się ich dzieciom… Mój mąż do dzisiaj pamięta sweter, który dostał od ciotki na święta hehe Sweter!

    A tak na marginesie: podoba mi się u Ciebie! Dobrze wiedzieć, że gdzieś tam jest ktoś, kto myśli podobnie jak ja 😉 Będę wpadać! 😉

Pozostaw odpowiedź Anna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *