Jestem Kobietą

Nawet gdy przyprószy śniegiem…

Kiedy kończy się świąteczno-sylwestrowy czas, a noworoczny kac refleksyjny puka do naszych drzwi, ciężko jest się odnaleźć w teoretycznie nowej rzeczywistości, która w grudniu nieco się ‚rozlała’. Perspektywa kolejnego minionego roku i rozpoczęcie nowego, presja noworocznych postanowień (nie mów, że jej nie czujesz) mogą przytłaczać i odbić się czkawką. Staram się temu nie poddawać, chociaż nie ukrywam, że paradoksalnie najciężej mi ‚przeżyć’ 1 stycznia. Bynajmniej nie z powodu niemiłosiernego bólu głowy spowodowanego sylwestrowym szaleństwem, ale z powodu kolejnego rozpoczętego roku, który uświadamia mi jak szybko mija czas. Oliwy do ognia dolewa fakt, że na początku stycznia mam urodziny, więc szybko zaczynam wkraczać w kolejny rok. Takie kombo skutkuje u mnie refleksją. Na szczęście niewielką, bo nie pozwalam sobie na taki stan zbyt długo. Szybko wdrażam się w stary rozkład dnia, który sprowadza mnie na ziemię. Daleko mi do niepoprawnej optymistki lewitującej nad ziemią, ale każdego dnia staram się patrzeć optymistycznym okiem na otaczającą mnie rzeczywistość i nadchodzące wydarzenia. Tym bardziej z początkiem roku. A pomaga mi w tym…

• Skupienie się na tym co tu i teraz. Czasem niewielki impuls może przywołać wspomnienia (niekoniecznie miłe). Pozytywne rzeczy fajnie jest powspominać, a negatywne trzeba odpychać od siebie jak najdalej. Nie jest to łatwe, ale nie niemożliwe 😉 Unikniemy negatywnych emocji i niepotrzebnych, przykrych refleksji. Trzeba się skupić na bieżących sprawach. Niech one staną się motorem naszego działania. Dostrzegajmy drobne rzeczy. Nie czekajmy wiecznie na wielkie bum.

• Luźne podejście do noworocznych postanowień, o których więcej przeczytasz tutaj. Nigdy takich nie robiłam i nie robię. Zazwyczaj nic z tego nie wynika, a może jedynie zdołować, gdy coś nie wyjdzie. Jeśli takie spisujesz to…

• Planuj je z głową. Mierz siły na zamiary – tym powinien kierować się każdy z nas. Niestety często planujemy zbyt wiele w zbyt krótkim czasie przeceniając swoje możliwości, a to z kolei może prowadzić nie tylko do wycieńczenia psychicznego, ale i fizycznego. Nie warto.

• Jeśli podsumowania to bez biczowania się w pierś, że czegoś nie udało się zrobić. Nie dziś to jutro. Czasami na pewne rzeczy nie mamy wpływu.

• Kolejny rok. Kolejne urodziny. Kolejne lata. Taka kolej rzeczy. Jeszcze tego nie wiesz? Ale czy to powód do załamania? Patrząc na swoje życiowe doświadczenia i przeżycia, zdecydowanie wolę siebie i akceptuję z aktualnego okresu. Nie żałuję niczego z przeszłości, wszystko czegoś mnie nauczyło, pokazało kto naprawdę się liczy, a na kogo nie warto tracić czas. Jestem ciekawa co przyniesie mi los. Przyniósł już bardzo wiele dobrego, ale mam nadzieję, że nie wyczerpał jeszcze dla mnie całego arsenału 😉
W nosie mam konwenanse. Robię to na co mam ochotę, a nie co wypada. Farbuję włosy na fioletowo, po bułki chodzę w dresie, a zimą lepie z Synkiem bałwana i zjeżdżam na sankach. I cholernie mi z tym dobrze. Urodziny to powód żeby napić się dobrego trunku (z pewnością to dziś uczynię), a nie wiadro wylanych łez nad kolejną zmarszczką (czym?).

• Za oknem od rana sypie śnieg. Marzyłam o nim na Święta. Spóźnił się. Trudno. Nie zależy to ode mnie, więc cieszę się nim teraz. To nic, że będę musiała odśnieżać i skrobać auto. To nic, że rano zawożąc Księciunia do przedszkola wywinęłabym orła wsadzając go do fotelika w kozakach na ośmio-centymetrowym słupku (no co! chociaż w swoje urodziny chciałam się odpicować). Fajnie, że jest prawdziwa, mroźna i biała zima. Wykonując kolejny ruch skrobaczką, w głowie słyszę pisk radości mojego Synka, z którym 3 dni temu zjeżdżałam na sankach. Nie chcę narzekać. A, że zimno, a że ślisko, a daj spokój z taką zimą, a rajtki, kalesony, 3 warstwy ciuchów, sople z nosa, gdzie ta wiosnaaaaaa. Przyjdzie na nią czas to będzie. Przypominam, że żyjemy w kraju, gdzie królują 4 pory roku (chociaż czasami aura za oknem pokazuje co innego), więc przestań narzekać, albo wyprowadź się do ciepłych krajów, gdzie 40-stopniowy upał będzie codziennie wypalał ci tłuszcz (przynajmniej przestaniesz narzekać) albo rozjaśniał włosy (o nie, znowu trzeba iść do fryzjera, no jak ja wyglądam!). Błędne koło.
Jednym zdaniem – nie dogodzisz, więc doceń każdą chwilę, każdy widok za oknem i ciesz się, że możesz brać w tym udział (niektórzy nie mieli takiej szansy).

8 thoughts on “Nawet gdy przyprószy śniegiem…

  1. Ja to bym chciała raczej mieszkać w miejscu, gdzie jest wieczna zima, bo nie znoszę gorąca 😉 Ale lubię wszystkie pory roku ogólnie, bo każda ma swoje plusy 🙂 Zresztą, o tym jest właśnie w moim ostatnim wpisie 🙂

  2. Mam problem z docenianiem tego, co się dzieje w okół w miesiącach zimowych. Wychodzę do pracy – ciemno. Wracam z pracy – ciemno. Dążę jednak krok po kroku do swoich celów, odrobinę wyczekując wiosny i zmiany czasu. Niemniej, nowy rok czy nie nowy rok, po prostu działam i robię swoje! 🙂

  3. Wszystkiego, co najpiękniejsze z okazji urodzin.
    „W nosie mam konwenanse. Robię to na co mam ochotę, a nie co wypada. Farbuję włosy na fioletowo, po bułki chodzę w dresie, a zimą lepie z Synkiem bałwana i zjeżdżam na sankach. I cholernie mi z tym dobrze”.- Super pozytywny tekst. Przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. Kozystajmy z tego, co mamy, a nie załamujmy się, że życie przemija. Brawo Ty

  4. Najważniejsze jest nastawienie.. Jeśli człowiek jest negatywnie nastawiony i szuka minusów to znajdzie je. Ciężko jednak tak żyć na dłuższą metę. Ale jeśli będziemy szukać plusów,dostrzeżemy te drobne rzeczy to życie będzie przyjemniejsze,nawet w trudniejszych momentach. Pozdrawiam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *