Jestem Kobietą

Minął rok i dalej nic…

…się nie zmienia. Pandemia jak trwała tak trwa, rząd jaki jest taki jest, mimo usilnych prób jego obalenia (mam jednak nadzieję, że to ostatnie jego podrygi). Niepokój, złość i bunt wciąż w nas kipią. Mieliśmy nadzieję, że z biegiem czasu wszystko wróci do normy, w tym nasza codzienność, do której dziś tak bardzo tęsknimy.

Ostatnie ciepłe dni pokazały jak bardzo wszyscy mamy już dość tej absurdalno-pandemicznej sytuacji. Wyszliśmy na dwór, złaknieni słońca i wiosny, po mroźnej w ostatnich tygodniach zimie. Połowa mijanych przeze mnie na spacerze osób nie miała maseczki, trzymając ją prawdopodobnie w kieszeni „na wszelki wypadek”. Czy mam im to za złe? Nie, bo sama mam dosyć tej sytuacji. Co więcej, uważam, że maseczka nie chroni w pełni przed wirusem, a sama noszę ją tylko dlatego, żeby nie narazić się innym, a nie w obawie przed „koroną”, którą prawdopodobnie przeszłam nawet o tym nie wiedząc. Niepotrzebne mi dyskusje i spory w tych i tak nerwowych czasach. Dla jasności, nie kwestionuję istnienia wirusa i nie lekceważę go. Uważam, że musimy nauczyć się z nim żyć, jak z grypą, która co roku również zbiera swoje żniwo, ale o tym już się tyle nie mówi…

Minął rok, a wirus wciąż z nami jest i będzie. Pojawiły się szczepionki, ochy i achy nad ich skutecznością, triumf nauki, który ma nas uratować i przybliżyć do dawnego życia, za którym każdy tęskni. Tylko, żeby móc się zaszczepić, trzeba czekać, a może to trwać nawet kilka miesięcy…

Minął rok, a my dalej nie wiemy jak będzie wyglądał kolejny dzień, tydzień, miesiąc. Nie da się niczego zaplanować na dłuższą metę. Spotkania, wakacyjnego wyjazdu, weekendu poza miastem, wesela czy hucznych urodzin. Pandemia odebrała nam wszystko to, co lubiliśmy robić i co sprawiało nam przyjemność. Wszystkie nasze dotychczasowe plany i projekty musiały zejść na bok.

Minął rok niepewności i obawy przed utratą pracy i zachorowaniem. A te nadal w nas żyją. Konsekwencje czynów w minionym roku dopiero zaczną być dla nas odczuwalne. Ile jeszcze będziemy się bać?

Minął rok, a my dalej jesteśmy skazani na rząd podejmujący chaotyczne i niezrozumiałe decyzję, od których codziennie bardziej boli głowa. Obawiamy się kolejnych kroków rządzących, których absurdalne zakazy i nakazy budzą w nas jedynie, słuszną zresztą, złość.

Minął rok, a my dalej jesteśmy zamykani i otwierani w zależności od wskazówek na kolorowych słupkach obrazujących aktualne statystyki. To one teraz rządzą naszym życiem decydując o kolejnym kroku w przód lub w tył. Robi nam się sieczkę z mózgu pozbawiając zdrowych, racjonalnych zachowań.

Minął rok odkąd daję się nam fałszywą nadzieję, że sytuacja będzie opanowana kiedy dostosujemy się aktualnych obostrzeń. I tutaj pojawia się pytanie jak tego dokonać, kiedy podejmowane decyzję wzajemnie się wykluczają wywołując w nas szyderczy śmiech. Niewystarczająca ilość szczepionek i krętactwa jej towarzyszące również nie pozwalają wierzyć, że będzie lepiej.

Minął rok od zasiania tego ziarenka strachu, który przez te kilka miesięcy urósł do rozmiarów bezkształtnego badyla skażonego owocami już nie tylko strachu, ale również obawy, niepokoju, złości i buntu.

Obserwując, chociaż już nie tak czynnie i namiętnie jak na początku pandemii, to co się dzieję, wcale nie zanosi się na to, aby w najbliższym czasie było lepiej, co mnie osobiście doprowadza do szału. Codziennie mam nadzieję obudzić się bez świadomości tego szamba w powietrzu, które sparaliżowało wszystkich i wszystko wokół. Dzisiaj o niczym tak bardzo nie marzę jak o normalności.

7 thoughts on “Minął rok i dalej nic…

  1. kiedy uświadomiłam sobie, że minął rok, nie mogłam uwierzyć, ciągle z niepokojem śledzę wiadomości, bo tak jak napisałaś, nie wiem jak może wyglądać kolejny dzień…

  2. Ja też myślałam, że kiedyś przeszłam wirusa bezobjawowo. Niestety tak nie było… Jak nas w końcu dopadł, to przeczołgał konkretnie, rozwalił wszystko, przyniósł ze sobą ogrom strachu i nerwów. Nikomu tego nie życzę. Nośmy te maseczki bo nawet jak ktoś jest zdrowy, nie ma gwarancji że go wirus nie załatwi. To podstępna choroba, nieobliczalna i ciężka. Każda pandemia kiedyś się kończy, a wirus niekoniecznie z nami zostanie, bo szczepionka uodparnia również na mutacje. Białko wirusa nie mutuje. Więc jest światełko w tunelu.

  3. Jestem w szoku, że ten rok minął tak szybko. Dla mnie był trudny, ale jednocześnie piękny, bo dzięki pracy zdalnej miałam znacznie więcej czasu dla siebie i swojej rodziny!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *