Jestem Kobietą

Majówkowe must have

Lubimy wszystko co przychodzi do nas zza granicy. Jesteśmy mistrzami w kopiowaniu i powielaniu zachodnich wzorców i przejmowaniu tamtejszych tradycji. Hucznie obchodzone Walentynki czy Halloween stają się normą, a nasze dzieci wyrastają już w nowej tradycji świętowania takich dni. Amerykanie uciekają na weekend z zatłoczonych aglomeracji wybierając spokojne, ale modne miejsca za miastem. Dla nich każda okazja do takiego wypadu jest dobra. 4 lipca? No przecież! Niemcy oblegają nasze polskie wybrzeże o każdej porze roku spacerując naszymi plażami i wyjadając nasze ryby. A kiedy pogoda na plażowanie nie dopisuje siedzą w hotelach i odpoczywają. Będąc kiedyś nad morzem większą paczką, jednego dnia trafiła nam się brzydka pogoda, którą wykorzystaliśmy na gry. Jakież było nasze zaskoczenie kiedy w samo południe! zapukała do nas właścicielka pensjonatu i poprosiła o zachowanie ciszy…ponieważ jej niemieccy goście mają w tym czasie ‘sjestę’. Nieco zbiła nas tym z tropu i zastanawialiśmy się czy jesteśmy jeszcze w naszym kraju czy może za niemiecką granicą? Poczuliśmy się dziwnie, że „u siebie” to my mamy dostosować się do obcych zwyczajów, a nie „obcy” do naszych. Będąc za granicą zawsze szanuję tamtejsze zwyczaje, bo to ja jestem gościem w miejscu, które przyjechałam zwiedzić, a nie odwrotnie. Cóż. Najwidoczniej w przypadku niemieckiej nacji sytuacja wygląda inaczej. Ale nieco zboczyłam z głównego wątku, który chciałam poruszyć. Wracając na właściwy tor, mamy właśnie środek długiego, majowego weekendu. To doskonała okazja do wyjazdu poza miasto. Nie przesadzając już od jakichś 2 tygodni na różnych mediach społecznościowych, co druga osoba pod uśmiechniętym zdjęciem z kubkiem kawy lub na tle różowych magnolii pyta o majówkowe plany. Po paru dniach szczerze mi się znudziło czytanie tych samych opisów, gdzie każdy chwali się swoimi wyjazdowymi planami. Po majówce zapewne te same media społecznościowe zaleje fala majówkowych zdjęć w słomkowych kapeluszach (wersja na bogato) lub na tle polskich, jeszcze ośnieżonych gór z pytaniem „jak spędziliście majówkę?” To co właśnie napisałam brzmi jak czysta zazdrość, bo ja żadnych planów nie miałam, a nasza majówka niespodziewanie zamieniła się w jelitówke i wietrzenie na balkonie. Nie wspomnę już o pracy, do której między świętami musiałam przyjść. Bynajmniej. Może kiedyś odczuwałam nutkę zazdrości, że ‘znajoma’ z Fejsbuka pojechała na majówkę w jakieś ciepłe miejsce wygrzewając tyłek na pięknej, piaszczystej plaży, ale wydoroślałam. Przeszło mi. Może też dlatego, że nie jestem specjalnie ciepłolubna i smażenie się na plaży wcale mnie nie kręci. A może też dlatego, że wystarczy mi wygodny fotel i dobra książka żeby się zresetować? A już na pewno dlatego, że nie potrzebuję specjalnego weekendu żeby gdzieś pojechać. Poza tym mieszkamy w tak fajnej okolicy, że w pobliżu mamy wiele ciekawych miejsc do odwiedzenia. Wystarczy jedynie odrobina fantazji, chęci no i pogody, żeby miło spędzić czas. Bywa, że wybieramy się gdzieś na weekend niekoniecznie w najbardziej obleganych terminach w roku.
Od dłuższego już czasu obserwuję dziwny nurt, którym podążają Polacy, a ja po prostu nie chcę płynąć z jego prądem. Wolę niezależność i podążanie własną drogą. Coraz częściej spotykam się z poglądem, że w długi weekend POWINNO się gdzieś wyjechać. Moim zdaniem ‘powinno’ to się wziąć wieczorem prysznic czy wynieść śmieci. Tymczasem wciąż wiele osób wychodzi z założenia, że majówka to czas, którego nie można marnować siedząc w domu, tylko należy go spędzić inaczej. W imię idei „zastaw się, a postaw się”. Majówkowy wyjazd to nie żadne must have, które każdy obywatel musi odhaczyć w swoim corocznym planie. To jedna z możliwości, do której każdy z nas ma prawo. Nie wiem czy wynika to z kompleksów? Pewnie poniekąd tak. Z chęci dopasowania? Zapewne też. Ale przede wszystkim nikt nie chcę być gorszy od przysłowiowego Kowalskiego i kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja np. majowy weekend, wyjeżdża. Niektórym na tę okoliczność brakuje siana, ale wtedy mogą zadzwonić po bociana 😉 Telewizja czy radio nie omieszkają nam o tym przypomnieć. Są tacy, którzy faktycznie się zapożyczają żeby móc na te parę dni wyjechać i naładować baterie, a potem z wysokimi odsetkami spłacają zaciągnięty dług. Coś za coś. Przynajmniej będą mogli się pochwalić fajnymi zdjęciami, pod którymi dostaną na pewno tysiące lajków.
Nie jestem hipokrytką. Zdarza się, że długie weekendy wykorzystuję na jakiś wyjazd. W końcu jest to świetna okazja żeby wyskoczyć za miasto i spędzić czas poza domem w fajnym towarzystwie. Nie jestem przeciwniczką takich wyjazdów i nie apeluję do społeczeństwa żeby nie korzystali z wolnego i siedzieli w domu. Apeluję o odrobinę zdrowego rozsądku, bo niestety niektórym go brakuje. Oczywiście niech każdy robi jak uważa i mu pasuję, ale nie za wszelką cenę. Nie z powodu dopasowania się do reszty, ale z czystej i bezinteresownej chęci. Miejmy to na uwadze myśląc o kolejnym, choć nieco krótszym weekendzie w czerwcu 😉

2 thoughts on “Majówkowe must have

  1. Oglądając dziś majówkowe instastory moich znajomych zaczęłam się zastanawiać co ja robię w mieście, a więc ja nie mam potrzeby wyjazdu. Do tego jestem tak zmęczona, wykończona i do niczego, że chce wypoczywać pod kocykiem :)A co do niemieckich turystów nad morze, to dobrze, że są. Bo my rodacy wolimy inne wybrzeża, więc niech oni dadzą krajanom zarobić. Fajna strona, powodzenia! Trzymam kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *