Jestem Kobietą, Jestem Mamą

Home office, czyli cała prawda o pracy zdalnej

Aktualna sytuacja związana z koronawirusem, zmusiła społeczeństwo do wprowadzenia wielu zmian w codziennej rzeczywistości. Dla większości z nas, zwłaszcza dla tej większości, która dotąd prowadziła aktywny tryb życia, to nie lada wyzwanie. O ile spotkania towarzyskie czy rodzinne można odłożyć w czasie bez żadnych konsekwencji – pomijając rzecz jasna tęsknotę za bliskimi i przyjemne spędzenie czasu, o tyle niektóre rzeczy trudno przełożyć, lub wiąże się to z pewnymi niedogodnościami, a często również z odczuwalnymi skutkami ubocznymi.

Świat idzie do przodu, a my wraz z nim, mimo że obecnie się „zatrzymał”. Pracownicy biurowi/korporacyjni, a także ci wykonujący ‚wolny zawód’, mają możliwość pracy zdalnej. Niewątpliwie w obecnej sytuacji jest to duży plus – zwłaszcza z perspektywy tych, którzy muszą być na posterunku, o każdej porze, bez względu na zaistniałe okoliczności. W tym miejscu kłaniam się nisko pracownikom służby zdrowia oraz ratownictwa, którzy narażając własne zdrowie i życie dbają o nasze bezpieczeństwo. A także tym, którzy podejmują wszelkie działania rozprawienia się z wirusem. Oni nie mają możliwości home office. Podobnie jak sprzedawcy, kierowcy czy strażnicy celni, a także wielu wielu innych, których nie sposób tutaj wymienić.
Szanuje te osoby i podziwiam za ich oddanie i często poświęcenie. Za troskę i przeorganizowanie swojego życia, co w wielu przypadkach z pewnością nie jest proste. Ci ludzie muszą się nieźle nagimnastykować żeby zorganizować opiekę dla swoich dzieci, które ze względu na zamknięcie placówek muszą pozostać w domu. Moralne dylematy i zobowiązania mieszają się z obywatelskim obowiązkiem wobec bliźnich. Bez wątpienia każdy z nas powinien docenić tą ciężką w tej sytuacji pracę.

Jestem w tej grupie osób, która ma możliwość pracy zdalnej. Wbrew temu co niektórym się wydaję, nie jest to wcale wygrany los na loterii ani dodatkowy urlop, który z pewnością każdy chciałby mieć 😉 Owszem, kiedy jesteś singlem lub nie masz dzieci, praca w domu ma wiele plusów i faktycznie ma sens, a twoja wydajność z reguły nie spada. Ale kiedy masz rodzinę, dzieci, choćby jedno (wystarczy jedno 😉 ), sytuacja już diametralnie się zmienia. O ile starsze dziecko znajdzie sobie jakieś kreatywne zajęcie i zajmie swój czas, rozumiejąc, że rodzic musi pracować, o tyle rezolutny 4-latek, który w ciągu godziny wymyśla kilka zabaw, bo każda kolejna szybko mu się nudzi, nie. Mimo tłumaczenia i rozmów, 4-latek i tak będzie zabiegał o twoją uwagę.
– Mamo chodź zobacz co zbudowałem!
– Mamo chodź zobacz jaka wieża!
– Mamo siku!

– Przecież wiesz, gdzie jest łazienka i potrafisz zaświecić sobie światło!
– Ale zaprowadź mnie! Bądź tu ze mną. Proszzzzęęęę!
Nie mam wyjścia. Idę i towarzyszę Młodemu, bo inaczej nie da odporu. Kiedy wraca już do zabawy, a ja moszczę się wygodnie przed swoim domowym miejscem pracy, słyszę jak zaczyna się denerwować, bo coś mu nie wychodzi. Czekam. Staram się skupić na aktualnej czynności, ale dochodzące z pokoju nerwy przeradzają się we wściekłość, więc pora na interwencję. Kiedy udaję mi się zażegnać wewnętrzny spór Młodego, wracam do swoich obowiązków. Chwila spokoju nie trwa jednak zbyt długo, bo za chwilę przychodzi ze spuszczoną głową pytając:
– Jestem głodny…
– Co byś chciał sobie zjeść? Na co masz ochotę?
– Nie wiem. Ty coś wymyśl!
Po wymienieniu zawartości lodówki, zamrażalnika i szafek z jedzeniem, okazuję się, że w domu nie ma NIC, co chciałby zjeść…Ewentualna potrawa/produkt, na który Młody ma ochotę znajduję się nigdzie indziej (a jakże!) w sklepie. Złość. Powraca niczym zły sen, a ja liczę do 10. Rozmowa. Po kilku minutach dochodzimy do konsensusu, a ja liczę na chwilę spokoju i wyciszenia, żebym mogła skupić się na pracy. I kiedy już jestem w połowie pisania służbowego e-maila, odzywa się on…przypomina o swojej obecności, a ja przeklinam dzień, w którym zamknięto przedszkole…
– Nudzi mi się…włączysz mi bajkę?
– No dobrze, ale tylko jedną! Oczywiście na jednej się nie kończy…zajęta pracą i wreszcie upragnionym spokojem, tracę kontrolę, a Młody ogląda już kolejny odcinek ulubionej bajki. Nie mam wyrzutów sumienia. Już wiem, że czasami nie ma innego wyjścia, a mam świadomość, że bajki nie lecą u nas na okrągło. Księciunio ogląda tylko te wybrane i ulubione, najczęściej w wyznaczonych do tego porach, ale zdarzają się okoliczności nadzwyczajne, jak koronawirus i home office, kiedy nie ma innego wyjścia. Na szczęście bajka się kończy i Młody ma dość. 5-minutową przerwę od komputera przeznaczam na wymyślenie kreatywnej zabawy np. wycinanka z kolorowego papieru i wyklejanka. To zadanie okazało się na tyle wyczerpujące, że Młody znów zrobił się głodny. Moja głowa buzuję w poszukiwaniu kolejnej alternatywy na przekąskę, która zainteresuję księciunia. Tym razem trafiam!
Wybawienie przychodzi po 14, kiedy małżonek wraca z pracy i zajmuję się Młodym, żebym mogła dokończyć swoją .
Dzięki Bogu, że w obecnej sytuacji księciunio nie jest w wieku szkolnym i nie muszę jeszcze pilnować jego szkolnych obowiązków.

Dla postronnych nie mających takiej możliwości, praca zdalna to świetna opcja, do pozazdroszczenia. Owszem można pracować w piżamie, a nie w biurowym dress codzie. Nieco dłużej pospać nie tracąc czasu na dojazd. Osobiście właśnie to najbardziej sobie chwalę, bo do biura muszę jechać koło 20km. Ale jak wszystko, również praca zdalna ma swoje minusy, zwłaszcza jeśli masz w domu dziecko, któremu tak samo musisz poświęcić uwagę.


24 thoughts on “Home office, czyli cała prawda o pracy zdalnej

  1. Ja pracuje zdalnie praktycznie od kiedy pamiętam. NA początku jako samotna matka z półroczniakiem i prawie 3 latkiem u nogi. Dało się! Także teraz, naprawdę , to jest dla mnie pikuś 🙂 i i tak widzę SAME pozytywy (prawie) płynące z pracy zdalnej. Ja już bym inaczej nie umiała. No i teraz nie martwię się o zatrudnienie. A to też ogromny plus.

  2. My w UK dopiero zaczęliśmy tę domową kwarantannę, od dzisiaj zadania domowe wykonujemy zdalnie i w zeszytach jakie zabraliśmy ze szkoły. Tak do końca roku szkolnego. To pierwszy dzień, więc trudno mi ocenić jak będzie po 2-3 tygodniach. Czuję się jednak o tyle bardziej bezpiecznie, że dziecko nie musi chodzić do szkoły. 🙂

  3. Nie wiem, co zmieniło się przez ostatnie lata, ale kiedyś tych problemów nie było. Siedziałem z mamą w sklepie i przez 10 godzin na zapleczu bawiłem się pudełkiem po butach i resorakiem. Czy wszystkie dzieci mają teraz tak krótką zdolność skupienia uwagi? Aż boję się mieć swoje.

    1. Wprawdzie nie pamiętam jaka byłam w wieku czy 4 lat, ale masz rację, kiedy byłam starsza (7-10) lat potrafiłam sobie znaleźć zabawę na cały dzień. Czasy się zmieniły to na pewno, ale to też zapewne zależy od dziecka 😉 Moje od urodzenia domaga się naszej uwagi 😛

  4. Kiedyś pisałam już o pracy z domu, to wcale nie jest takie supertajne, jak wydaje się ludziom, którzy tego nie doświadczyli. Jednak masowość takiej pracy dzisiaj może okazać się początkiem masowego przejścia na ten system na stałe.

  5. Ja co prawda prowadzę bloga, nie jest to zarobkowa praca, ale mimo wszystko jakieś pojęcie o tym mam 🙂 I wczoraj pisząc nowy wpis, śmiałam się sama do siebie, kiedy mój synek co chwilę chciał pić, jeść, inną bajkę, gdzie jest samochód ijo-ijo?, i w między czasie 2 razy musiałam go przebrać, ponieważ jesteśmy na etapie odpieluchowania, także nie jest łatwo 🙂

  6. O kurcze… nie wiem jak potrafisz to ogarnąć. Ja nie mam dzieci, tylko męża, który sam pracuje zdalnie. JA w tym czasie próbuję pisać pracę magisterską, a i tak szczerze mówiąc idzie mi to fatalnie bo zupełnie nie umiem się skupić. Gdyby do tego jakieś słodkie dziecko zawracało mi głowę chyba bym jej nie napisała do końca roku 😀 Szanuję! Życzę dużo cierpliwości i pomysłów na przekąski w takim razie 😉

  7. Ja tego problemu już nie mam, ale gdy patrzę na moją Synową, jak jest zajęta dziećmi ( obecna sytuacja sprawiła, że jest w domu), to mam pewność, że żadnej pracy zdalnej nie udałoby się Jej chyba wykonać. Dzieci po prostu nie mogą się Nią nacieszyć. Tylko ja mam teraz więcej czasu (zdjęto ze mnie obowiązek opieki nad Wnukami), ale to sytuacja przejściowa. Podziwiam Was pracujące zdalnie Kobiety, zwłaszcza te z małymi, wymagającymi Waszej ciągłej uwagi dziećmi.

  8. Od dłuższeo czasu, jeszcze przed koroną, pracoałam między innymi zdalnie, więc jakieś przyzwyczajenie juz jest. I nie ma żle, wszystko ogarniam, daje radę, ale i tak zaczyna mi się niesamowicie nudzic.

  9. Mam 5 latka i 19-miesięczniaka. Jest hardcore delikatnie mówiąc. To bardzo stresujące, ponieważ na niczym nie mogę się skupić. Dzieciaki rozpiera energia.
    Szkolenia i inne sprawy zostawiam na pory nocne, a później i tak padam na twarz.

  10. No powiem ci, że mnie też się ciężko pracuje z domu z dzieciakami. Akurat miałam na marzec do dokończenia ważny projekt, ledwo minął tydzień przygody Flo ze żłobkiem, a tu nagle JEB! No i tak się bujamy, ale na szczęście duża różnica wieku w tej chwili jest na wagę złota, bo dziewczyny już załapały rytm i się bawią przez kilka godzin, a ja mogę pracować 🙂

  11. Ja nie mam dzieci, więc praca zdalna bardzo mi odpowiada. Dużo zaoszczędzonego czasu. Chociaż czasem brakuje wyjścia do ludzi ;(
    W takich warunkach jak opisujesz to faktycznie home office jest prawdziwym wyzwaniem 🙁 Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *