Jestem Kobietą, Jestem Mamą

Dzieci lat 90-tych, czyli wakacyjne wspomnienia

Wakacje. Już od dawna mają dla mnie inny wymiar niż parę lat temu. Odkąd pracuję to czas niecierpliwego oczekiwania na upragniony dwutygodniowy urlop, który mija szybciej niż całe to oczekiwanie. To czas zastępstw, pourlopowych opowieści w pracy i zazdrości tym, którzy na urlopie właśnie są lub za chwilę na niego idą.
Wciąż jednak mam żywe wspomnienia beztroskich wakacji z dzieciństwa, które spędzałam różnie w miarę możliwości organizacyjnych oraz finansowych moich rodziców. Przez 10 lat swojego życia mieszkałam z rodzicami na niecałych 40m2. Po rozłożeniu foteli w pokoju, który dzieliłam ze starszym o 6 lat bratem, zostawało niewiele miejsca, ot przejście między łóżkami i drzwi. Mieszkaliśmy na niskim parterze z dość dużym balkonem w 10-piętrowym bloku. Pamiętam wiosenne i letnie, wakacyjne dni spędzane od rana do późnego wieczora na dworze z przerwą na obiad i ewentualną przekąskę. Po picie i coś do jedzenia biegałam pod balkon nie chcąc tracić czasu na pokonywanie kilku schodów i długiego korytarza. Wraz z innymi dzieciakami z osiedla bawiliśmy się w chowanego (do dziś w uszach słyszę „spaloneeeee garryyyyy!”). Skakaliśmy w gumę, przesiadywaliśmy na zielonym trzepaku (których teraz na większości osiedli już nie ma), graliśmy w kolory piłką, bawiliśmy się w sklep, gdzie większe listki bzu udawały banknoty, a mniejsze z żywopłotu monety. Pamiętam spacery na pobliskim skwerku (gdzie teraz stoi wielkie gmaszysko ZUS-u) moim wypasionym błękitnym, wózkiem, którego zazdrościła mi niejedna koleżanka. Woziłam w nich ukochaną Marzenkę z gęstymi, białymi, krótkimi włoskami w ręcznie wydzierganej przez moją mamę (albo babcię?) niebieskiej sukience z białą obwódką. Przechadzałam się po skwerku w koszulce z dalmatyńczykami i jeansowej spódniczce. Dziś ani wózka ani Marzenki już nie ma, a ja bardzo żałuję, że przy przeprowadzce do domu z ogrodem kiedy miałam 11 lat, po prostu gdzieś przepadły…Pamiętam skakanie po kałużach, wdrapywanie się na drzewo mirabelki, pikniki na trawie z lalkami Barbie, których miałam kilka. Pamiętam ręcznie zrobioną przez mojego tatę szafę na ubranka dla lalek, którą trzymałam na korytarzu, bo w pokoju brakowało na nią miejsca. Plac zabaw nie przypominał tych dzisiejszych bogatych w tyle różnych atrakcji dla małych i dużych. Ten przed blokiem, który widziałam z balkonu i na którym najczęściej się bawiłam, miał 2 metalowe huśtawki i piaskownicę. To nam wystarczyło. Robiliśmy niezliczone wieże, piaskowe parkingi i tunele, którymi jeździły przyniesione z domu resoraki. Tak ja też się nimi bawiłam 😉 A jeśli brakowało nam atrakcji szukaliśmy ich gdzie indziej. Na dworze jest tyle przestrzeni i możliwości, że nie narzekaliśmy na nudę. Pamiętam grę w duce (robiliśmy w ziemi małą dziurkę i „pstrykaliśmy” kciukiem i palcem wskazującym z pewnej odległości, kapsel próbując trafić do celu. Ile było przy tym zabawy i śmiechu! I te tajemne kryjówki między krzakami i żywopłotami, w których bawiliśmy się w dom. Do domu wracaliśmy na późna kolację. Nie w każde wakacje gdzieś wyjeżdżaliśmy. Jedni dziadkowie mieszkali na wsi, do których czasem jeździliśmy, a druga babcia mieszkała w tym samym mieście co my i czasem dla zmiany otoczenia jeździłam do niej, spędzając czas na pobliskim placu zabaw przedszkola, na który wchodziło się przez dziurę w płocie. Czasem było też morze albo góry. W latach 90-tych to był rarytas.
Niedaleko mojego osiedla był odkryty basen, na którego teren wejście kosztowało grosze, a całym rodzinom przynosiło frajdę i ukojenie w upalne lato. Dzisiaj basenu już nie ma, a w tym miejscu jest popularna w moim mieście duża hala sportowa. Jest za to sztuczne jezioro, nad które jeździliśmy całymi rodzinami. Rodzice zabierali rozkładany stolik i leżaki, koc, chleb, jajka na twardo, kawę lub herbatę w termosie i zimne napoje. Podczas gdy dorośli grali w karty, my, dzieciaki taplaliśmy się w wodzie. Ach co to był za super czas! Mój tata był górnikiem. Pamiętam jak w wieku 11 lat rodzice wysłali mnie na kolonie nad morze do Dźwirzyna, z kopalni. Mieszkaliśmy już wtedy w domu za miastem. Ja i typowe dzieci rodowitych Ślązaków, których gwary nie zawsze rozumiałam, bo mieszkamy na Zagłębiu Dąbrowskim i tutaj mowa nie jest tak charakterystyczna jak na typowym Górnym Śląsku. Wspominam je bardzo miło. Zresztą jak całe swoje dzieciństwo i każde wakacje. A miałam okazję przekonać się jak wyglądają one zarówno w mieście jak i na wsi.

Mam wrażenie, że dzisiaj wakacje dzieci nie wyglądają już tak beztrosko jak kiedyś. Rodzice „krócej” trzymają swoje dzieci bojąc się o ich bezpieczeństwo. Oczywiście nie ma w tym nic złego, to raczej pokłosie czasów w jakich aktualnie żyjemy. Tragedia goni tragedię i zwyczajnie strach wypuścić dziecko samo na dwór. Wydaję mi się, że „za moich czasów” nie było czegoś takiego. Na osiedlach było dużo dzieci, które w grupach spędzały czas, a rodzice nie bali się o ich bezpieczeństwo tak jak teraz. Zmieniły się też czasy, a światem rządzi cyfryzacja i media. Obserwuję jak „osiedlowe dzieci” siedzą na ławkach z twarzą w telefonach i wymieniają się durnymi filmikami lub śmiesznymi memami. Puszczają muzykę z youtuba, której niekoniecznie chcę słuchać cała okolica. Niektórzy taszczą nawet głośniki, gdyby czasem na osiedlu obok nie słyszeli…a spróbuj zwrócić uwagę. Spotkasz się z jawnym wyśmianiem i wiązanką przekleństw z ust 12-latka. Jasne. Wszystko zależy od dziecka i od rodziców. Ale presja otoczenia potrafi negatywnie wpłynąć nawet na te „najposłuszniejsze” dzieci. Jako opiekunowie nie na wszystko, niestety, mamy wpływ. Chciałabym żeby mój syn miał beztroskie i radosne dzieciństwo, które będzie miło wspominał. Na pewno, my jako rodzice dołożymy wszelkich starań, aby tak właśnie było.

14 thoughts on “Dzieci lat 90-tych, czyli wakacyjne wspomnienia

  1. Razem z rodzicami mieszkałam na wsi, w dużym domu i w otoczeniu pięknych zielonych drzew. Miałam zawsze sporo przestrzeni, ale widzisz, coś za coś. Przez to prawie nigdy nie jeździłam na wycieczki i ubolewam nad tym.
    Za to teraz mam wakacje wtedy, kiedy chcę, więc się wyrównało. 🙂

  2. Myślę, że obawa rodziców wynika z tego jakie mamy czasy… co chwila w radio, telewizji czy internecie słychać o rożnego rodzaju tragediach. Kiedyś na pewno one rownież były ale faktycznie nasze dzieciństwo i nasze wakacje znacznie różniło się od tego jakie serwujemy naszym dzieciom. Mimo wszystko starajmy zachowować się balans..

  3. Nie daj się wpuścić w myślenie „a kiedyś to było.. nie to co teraz” 🙂 Kiedyś było tak samo. Ludzie się nie zmienili. Dzisiejsze dzieci jak dorosną też będą mówić, że kiedyś to się bawiło. Dziecięca percepcja jest inna. Dzisiejsze dzieciaki nie powiedzą za 20 lat „ale się nudziliśmy jak byliśmy mali”. Nasze dzieciństwo to nasze podwórka. Dwie ulice dalej podwórka były już inne i Ty jako dziecko nie wiedziałaś o tym. Jak miałem 12 lat to weekendy spędzałem u babci i tam się paliło papierosy na klatkach, rzucało kamieniami, grało w piłkę tam gdzie był zakaz. A moje domowe podwórko było bardzo grzeczne 🙂 W mojej podstawówce stach było wchodzić do kibla bo zawsze stali tam stari i bili. I to nadal lata 90te 😉 Jak ktoś dorwał baterie to wystawiał magnetofon i muzyka też grała 🙂 jedyna różnica jaką obserwuje jest taka, że nikt wtedy tego nie nagrywał. A gdyby ktoś to zrobił, to tak jak dziś.. skończyłoby się rumakowanie 🙂

    1. Jest w tym wiele racji co napisałeś, ale mimo wszystko uważam, że dzisiejsze dzieci myślą, że więcej mogą i nie czuja respektu przed dorosłymi, nie mam tutaj na myśli tylko rodziców 😉 Poza tym, co jak co, ale 20 lat temu żadne dziecko nie okupowało schodów przy wejściu do klatki czy ławki na placu zabaw z telefonem w ręku 😉 Owszem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i dzisiejsze dzieci spędzają czas inaczej, co nie znaczy, że gorzej, choć w wielu przypadkach ich czas niestety wypełnia wszechobecna technika.

  4. Oj tak, pamiętam te czasy. Ja spędzałam dzieciństwo na wsi. Pamiętam jak z kuzynostwem uciekliśmy nad rzekę się kąpać – oberwało nam się za to no i wiadomo że źle się mogło skończyć. Zabawy w lesie, w wiejskich szopach… Fajny to był czas.

  5. Dużo się zmieniło w mieście pod względem miejsc do zabawy. Nie ma już tylu dzikich krzaków i tajemniczych zakątków, ale u nas wciąż dzieci bawią się na podwórku i wywołują przez okno. Sama byłam dzieckiem w latach 80., różnie bywało i nie wszystko pamiętam jako radosne. Na pewno staram się moim dzieciom dawać tyle swobody, żeby miały poczucie samodzielności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *